1 czerwca 2016

10 najlepszych książek dla dzieci

Dzień Dziecka jest dniem wyjątkowym nie tylko dla dzieci. Nie wiem jak wy, ale ja bardzo chętnie kupię sobie kilka książek, bo to przecież "moje święto" i doskonała okazja, żeby tym razem nie wydać pieniędzy bez powodu (chociaż powód zawsze się znajdzie...).

Mimo to dzisiaj nie będzie ani słowa o moich aktualnych książkowych podbojach. Zamiast tego skupię się na krótkim spisie najlepszych według mnie książek dla dzieci. Część będzie się odnosić do mojego własnego dzieciństwa, a część do pozycji nowych i w żaden sposób nieustępujących tym starszym. Kolejność, jak zwykle, losowa.

1. Baśniobór, Brandon Mull

Cykl pięciu książek o Baśnioborze to mój absolutny hit. Mimo że jest przeznaczony dla dzieci, to znam wielu dorosłych, którzy nie oderwali się od niego, dopóki nie skończyli. No cóż... Nie ukrywajmy.. Sama jestem jedną z nich. Baśniobór pochłonął mnie do reszty i uważam, że jest to literatura dziecięca w najlepszym wydaniu. Brandon Mull jest mistrzem tworzenia doskonałych i rozbudowanych światów, a jego nietuzinkowe wizje zachwycają zarówno młodszych, jak i starszych odbiorców. Każde wydarzenie jest przemyślane i do czegoś prowadzi, co jest rzadkością w dzisiejszym świecie literackim. A jeśli dodać do tego walory edukacyjne i inteligentne przesłanie wniosek może być tylko jeden: przeczytajcie! Bez względu na to, ile macie lat.
Polecam również Pozaświatowców.


Zdjęcie ze strony czasdzieci.pl
2. Cokolwiek z dorobku Astrid Lindgren

Jeśli w dzieciństwie nie zaczytywaliście się Dziećmi z Bullerbyn, Pipi Pończoszanką (albo Fizią - w zależności od tłumaczenia, ja miałam obydwa), nie znaliście Ronji, córki zbójnika albo właśnie wznowionego Rasmusa, Pontusa i psa Tokera (przyznaję, tych to akurat sama nie znam), to wasze dzieciństwo jest uboższe o kilka doskonałych książek. Uważam, że do tej pory nie znalazł się godny następca Astrid Lindgren w kwestii tego typu literatury dziecięcej. W tych historiach było wszystko, czego potrzebuje dziecko: przygody, zabawy, dużo śmiechu i radości. Myślę, że nawet w dzisiejszych czasach mogłyby stanowić dobre źródło rozrywki dla najmłodszych czytelników.



3. Opowieści z Narnii, C.S. Lewis

Uwierzycie, że nigdy nie czytałam Opowieści z Narnii? Co jakiś czas wybieram się do pokoju siostry, gdzie na półce czeka na mnie to piękne dwutomowe wydanie, ale jakoś nigdy nie miałam jeszcze okazji, żeby po nie sięgnąć. Chyba czas najwyższy to zmienić. Może właśnie z okazji Dnia Dziecka?

Mimo to seria jest warta uwagi ze względu na piękną historię, wspaniale pokazane więzi rodzinne i niesamowicie rozbudowany świat. Przyznajcie się, kto spośród tych, którzy czytali Opowieści z Narnii w dzieciństwie nie zaglądał później do szafy w nadziei, że za kożuchami znajdzie przejście do magicznego świata? 



4. MikołajekJean-Jacques Sempé

A właściwie cała seria o Mikołajku. I znów - zasadniczo nigdy nie czytałam, ale znam przynajmniej niektóre opowieści, ponieważ regularnie czytano Mikołajka mojej siostrze. Chcąc nie chcąc trochę się z nim zapoznałam, chociaż nigdy osobiście. Mimo że historia opowiada o chłopcu i jego kolegach, to jest to książka uniwersalna i dziewczynkom również ma szansę się spodobać. Myślę, że duża zasługa należy się doskonałemu humorowi oraz obrazkom w wykonaniu René Goscinny'ego.


5. Felix, Net i Nika, Rafał Kosik

Kolejna pozycja, której właściwie nie znam. Czytałam kiedyś opowiadanie, które zostało zamieszczone w Nowej Fantastyce i byłam zachwycona (tutaj możecie o tym przeczytać). Spodziewałam się jakiejś niewymagającej historii, a znalazłam coś interesującego. W związku z tym, gdy pada pytanie o dobrą literaturę dziecięcą, zawsze w ciemno polecam Kosika. Tym bardziej, że znam inne jego książki i wiem, że nie wypuściłby na rynek kiepskiego produktu.








6. Cykl o Panu Samochodziku, Zbigniew Nienacki

Uwielbiałam cykl o Panu Samochodziku! Uważam, że w swoich czasach był to swoisty majstersztyk. Niesamowity samochód, charyzmatyczny detektyw (dla mnie wcale nie był amatorem), a gdy w początkowych częściach pomagali mu harcerze, to już w ogóle czułam się jak w domu. Głęboko skrywane tajemnice, zagadki do rozwiązania i liczne przygody, to było coś, czemu nie mogłam się oprzeć.
Czy zawsze widzieliście tę czaszkę na okładce? 








7. MatyldaRoald Dahl

Historia niezwykle inteligentnej dziewczynki z telepatycznymi mocami była jedną z moich ulubionych historii. Zawsze chętnie do niej wracałam, bo w głównej bohaterce Matyldzie było coś ujmującego. Może chodziło o jej prawość i optymizm? O to, że potrafiła być złośliwa, a przy tym dalej zgrywać aniołka? Uwielbiałam jak ośmieszała swoich przeciwników (dyrektorkę i rodziców...) w tak inteligentny sposób, że dorośli nie mieli pojęcia, o czym mówi to małe dziewczątko. 
Film też wspominam z nostalgią :)







Zdjęcie ze strony exlibris.chamera.eu
8.  Doktor DolittleHugh Lofting

Przeczytałam kilka książek o Doktorze Dolittle i pamiętam jedynie tyle, że bardzo mi się podobał. Sam pomysł na rozumienie mowy zwierząt jest czymś fantastycznym. Które dziecko nie chciałoby móc porozmawiać ze swoim chomiczkiem czy pieskiem? Historie były zabawne, akcja wartka, ale co dokładnie się działo... No niestety... Dwadzieścia lat zaciera szczegóły...










9. Komiksy o Calvinie i Hobbesie, Bill Watterson

Kolejna pozycja, której w sumie nie znam osobiście. To znaczy czytałam pojedyncze komiksy, znam ideę i ją uwielbiam, ale komiksy zbierała i kolekcjonowała moja siostra. Jeśli macie wśród znajomych lub rodziny dzieci, które niekoniecznie chcą czytać, to zaproponujcie im Calvina i Hobbesa. Krótkie historyjki chłopca z bogatą wyobraźnią i jego pluszowego tygrysa są zabawne i doskonale wpasowują się w poczucie humoru dzieci.




10. Harry Potter, J.K. Rowling

Na końcu, wcale nie taki ostatni, najbardziej znany czarodziej na świecie. Nie mogło go zabraknąć w tym wpisie, bo mimo że nie przeczytałam nigdy dwóch ostatnich tomów, to trzeba przyznać, że Rowling wywróciła czytelniczy świat do góry nogami. Nie byłam nigdy wielką potteromaniaczką, ale też potrafiłam zawalić noc albo spóźnić się do szkoły, żeby przeczytać historię do końca. Poza tym jestem przekonana, że wiele osób zaczęło czytać właśnie dzięki Harry'emu Potterowi. A to wystarczająca rekomendacja, żeby zamieścić tutaj tę serię.
A już niedługo ósma część...





Oczywiście w tym spisie mogłyby pokazać się jeszcze inne książki. Pominęłam Anię z Zielonego Wzgórza, mimo że jest to książka, którą przeczytałam najwięcej razy w życiu, Kubusia Puchatka, stanowiącego wspaniałą historię o tym, że różne charaktery i osobowości mogą się przyjaźnić i że każdy ma swoje mocne i słabe strony oraz Muminki, którymi też się zaczytywałam w dzieciństwie. Dlaczego wybrałam takie, a nie inne pozycje? Niektóre dlatego, że wciąż uważam je za aktualne, inne były mniej znane, ale też warte uwagi, a pozostałe po prostu wryły mi się w pamięć.

To była moja lista najlepszych książek dla dzieci. A jakie książki wy czytaliście w dzieciństwie lub jakie teraz polecilibyście najmłodszym czytelnikom? Zachęcam do komentowania :)

Na koniec krótki komiks z Calvinem i Hobbesem. Potraficie robić "oczka Bambi"? :D
10 najlepszych książek dla dzieci

6 komentarzy:

  1. Ekhem... Wiedziałam, że czaisz się na moje urodzinowe wydanie Narni!! Ty zła kobieto, Ty!!
    Małe sprostowanie... Mikołajka zawsze czytałam SAMA! Wypraszam sobie... Nadal pamiętam ten niesamowity moment jak otworzyłam pierwszą w mojej kolekcji książkę o Mikołajku "Rekreacje Mikołajka" i już na pierwszej stronie było przekleństwo! No nie do pomyślenia dla dziecka w 2 klasie podstawówki przecież! Ale już wiedziałam, że polubię się z tą książką... (Rodzice: przekleństwo było tylko jedno! Przyrzekam! Wypowiadał je Alcest, ponieważ spadła mu kanapka na ziemię (o ile dobrze pamiętam), no kto by się nie wkurzył?!)
    Ostatnio znów sięgnęłam po Calvina i Hobbes'a i muszę powiedzieć, że ten komiks śmieszy mnie chyba jeszcze bardziej niż kiedyś... To idealna pozycja, po którą można sięgnąć jak nasza pociecha przeniesie się do krainy snów, i samemu przeżywać wielkie i szalone przygody z Calvinem. Zobaczyć zachowanie dziecka od drugiej strony- bezcenne. Po przeczytaniu kilku historyjek i nasze sny staną się ciekawsze. :D

    A i uświadomiłam sobie, że ja też pokazałam Ci kilka książek (dobra... jeden komiks).:D

    Pozdrawiam Twoja ulubiona (bo jedyna) Siostra.

    PS: Zapomniałaś o "Kreciku Beciku"... To niewybaczalne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no... Jak kanapka spadła Alcestowi, to sprawa jest poważna...
      I wiesz, Calvin jak Calvin, dla mnie hitem są Boromira II przypadki autorstwa Kasiopei (Polecam! http://kasiopea.art.pl/galleries/pl/komiksy).

      A Narnię sobie wezmę, kiedy tylko będę chciała. O.

      Usuń
  2. Jak pisałaś "Anka z Zielonego Wzgórza" - dla mnie to była mekka i do dnia dzisiejszego zajmuje zaszczytne miejsce na półce.
    Z dzieciństwa pamiętam jeszcze urzekające mnie "Dzieci z Bullerbyn" i z rodzimego podwórka "Akademię Pana Kleksa".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była jedyna wystarczająco długa książka, która nie kończyła mi się w połowie wyjazdu. Co ciekawe, ostatni raz czytałam ją, gdy była lekturą szkolną w szóstej klasie podstawówki (a i tak pewnie przeczytałam ją z 20 razy).

      Akademię Pana Kleksa (i Podróże, i Triumf) też wielokrotnie czytałam, ale nigdy z aż tak wielkim zaangażowaniem jak chociażby książki Lindgren.

      Dzieci z Bullerbyn zawsze rządzą! :D

      Usuń
  3. Zdecydowanie wolę tytuł Pipi niż Fizia ;) Cykl o Harrym Potterze uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam wszystkie książki w tym żółtym wydaniu z Fizią i jakieś dwie w innym, gdzie była Pipi. Kończyło się na tym, że czytałam żółte, ale mówiłam Pipi :D

      Pottera nigdy nie skończyłam... Szósty kupiłam, ale nigdy nie przeczytałam, a siódmego nawet nie mam. Planuję to zmienić i w końcu przeczytać, tylko zastanawiam się jeszcze, czy nie zabrać się za niego w oryginale.

      Usuń