28 października 2016

Północna granica, Feliks W. Kres - niedoceniony pisarz pozostaje niedoceniony

Północna granica, Feliks W. Kres | Wiedźmowa głowologia
Dzień jak co dzień w stanicy na północnej granicy Armektu. Grupy wychodzą na zwiady, przetrzebiają hordy Złotych lub Srebrnych Alerów i wracają. Tym razem standardowy wypad może okazać się poważniejszym przedsięwzięciem. Czy ludzi czeka regularna wojna? A może lepiej pertraktować z wrogiem? Tylko jak dogadać się z kimś, kto w niczym nie przypomina człowieka i mówi zupełnie obcym językiem?

Długo zastanawiałam się, czy w ogóle podejmować się pisania recenzji Północnej granicy autorstwa polskiego pisarza Feliksa W. Kresa. Przyczyn było wiele, ale najważniejszą jest to, że właściwie nie wiem, co napisać.

Wielokrotnie słyszałam o autorze, ale cykl, który rozpoczyna Północna granica jakoś zawsze mnie omijał. W końcu za radą kilku niezależnych osób zabrałam się za czytanie. Poszło bardzo szybko i sprawnie, historia wciąga, a świat jest całkiem ciekawy, ale mam pewien problem... Książkę Kresa przeczytałam na początku października... I już niewiele z niej pamiętam. Nie wywarła na mnie żadnego większego wrażenia. Z trudem przypominam sobie imiona głównych bohaterów, a o jakichkolwiek innych nazwach nawet nie ma mowy. Pisanie tej recenzji wiąże się więc z ciągłym zerkaniem do tekstu i przypominaniem sobie poszczególnych elementów świata przedstawionego. Dobra literatura nie powinna tak szybko przepadać w odmętach pamięci, prawda?

Drugi problem polega na tym, że to typowe fantasy militarne. Kilka miesięcy temu czytałam Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe i tamto wojsko zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Ci tutaj byli marną namiastką Czarnej Kompanii. A przynajmniej wciąż łapałam się na tym, że porównuję wojsko z północnej granicy ze słynnymi najemnikami Cooka. Nie muszę chyba dodawać, że w moim odczuciu armektańska armia wypada blado?

Mam jeszcze jeden zarzut. Książka kończy się w taki sposób, że absolutnie niczego nie wyjaśnia, ale nie zostawia też zbyt wielu okruszków, za którymi chciałoby się podążyć do kolejnych części. Ot, historia urwana w połowie, ale w taki sposób, jakby wszystko było już jasne i autor nie zamierzał odgrzewać kotletów. Ktoś kogoś wybił, ale może nie do końca. Ktoś kogoś zabił, ale może nie na zawsze. Ktoś coś zrobił, ale może to nie ma większego znaczenia, więc machnijmy na to ręką. A po co to było? *bezradne wzruszenie ramion* A czy kogoś to obchodzi? Ważne, że już po wszystkim*.

Północna granica, Feliks W. Kres | Wiedźmowa głowologiaA co z pozytywów? Szerer i Aler to świetnie stworzone światy (w szczególności ten drugi - jest bardziej egzotyczny). Wydaje mi się, że mogłoby z tego wyjść coś naprawdę dobrego, gdyby... książka się nie skończyła. W każdym razie widać, że Kres ma ogromną i bardzo plastyczną wyobraźnię. Jego Alerowie są tak odmienni, a jednocześnie tak podobni do ludzi, że jest to godne odnotowania.

Drugim plusem są bardzo wiarygodne psychologicznie i logistycznie postaci. Jeśli ktoś podejmuje jakąś decyzję, to wiadomo, że nawet jeśli jest nierozważna lub wręcz głupia, to jest zgodna z jego charakterem. Zastanawiam się, czy kreacja bohaterów nie jest najmocniejszą stroną całej książki.

I jeszcze trzeci plus, który łączy w sobie obydwa wcześniejsze: koty. Szerer obdarzył świadomością trzy rodzaje istot: ludzi, koty i sępy (te ostatnie nie pojawiają się w Północnej granicy). Koty, a zwłaszcza Dorlot, są najjaśniejszą gwiazdą całej książki. Z jednej strony są doskonałymi zwiadowcami i świetnie służą w wojsku, z drugiej są kotami w pełnej krasie. Mają w nosie regulamin, musztrę i polecenia. Robią, co chcą i kiedy chcą, ale gdy już wykonują zadanie to z pełnym kocim zaangażowaniem (typowym dla niszczenia firanek lub zrzucania rzeczy z parapetów - całkowicie oddają się swojej nowej pasji). Nie lubią być lekceważone i uważają się za najlepsze i najbardziej niezależne istoty na świecie. Jest to tyleż prawdziwe, co urocze.

Czytałam opinie, że Północna granica jest nudna i przegadana, że brakuje w niej akcji, przestoje są zbyt długie i nużące. Akurat z tą opinią nie jestem w stanie się zgodzić. Uważam, że dzięki scenom, w których autor opisuje świat i bohaterów, ich przesłanki i podejście do życia, czytelnik ma szansę zrozumieć, dlaczego poszczególne postaci reagują tak, a nie inaczej. Za to w pełni zgadzam się z drugą opinią: książce brakuje tego "czegoś". Jest poprawna, ma ciekawy świat i dobrze wykreowanych bohaterów, a jednak w ogóle nie kusi, żeby zobaczyć, co będzie dalej.

Feliks W. Kres jest uważany za pisarza niedocenionego. Wywarł ogromny wpływ na kształt polskiej literatury fantasy, a jednak bardzo często jest pomijany przy wszelkiego rodzaju "wykazach" znanych pisarzy. Nie odbieram mu zaszczytów i zasług, jednak nie jestem w stanie w pełni go docenić. Jeśli o mnie chodzi, może pozostać niedoceniony, ale ja nie mogę z czystym sumieniem polecić tej książki. Zbyt mało z niej wyniosłam i zapamiętałam.


* Wszelkie podobieństwo do postaci lub zdarzeń z książki absolutnie przypadkowe. To moje fikcyjne wyłuszczenie idei zakończenia bez poruszania konkretnych wątków :)

4 komentarze:

  1. Mam w planach dzieła tego autora

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia :) Mam nadzieję, że Tobie bardziej przypadną do gustu. Ponoć nie warto się zniechęcać po Północnej granicy i sięgnąć po kolejne części.

      Usuń
  2. naprawde? hmmm czuje sie ze musze sie zastanowic nieco. pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolega stwierdził (na Facebooku), że powinnam dać Kresowi szansę i sięgnąć po kolejne części, które są lepsze. Może jest to pomysł, żeby przeczytać od razu dwie części i dopiero wtedy podejmować decyzję, czy warto sięgać po kolejne książki tego autora, czy lepiej sobie odpuścić.

      Usuń