18 marca 2017

Był sobie pies, W. Bruce Cameron

Był sobie pies, W. Bruce Cameron | Wiedźmowa głowologia
Takie są efekty sesji zdjęciowej, podczas której model nie chce współpracować...


Właściciele i miłośnicy psów często zastanawiają się o czym myślą ich czworonożne pociechy oraz co by im powiedziały, gdyby tylko miały taką możliwość. Był sobie pies to książka, która daje sposobność odpowiedzenia na kilka tego typu pytań, ponieważ narratorem historii jest pies.

Powieść W. Bruce’a Camerona to historia psa szukającego celu swojego życia. Próbuje go odnaleźć już jako Toby, mieszkając w Zagrodzie Seniory, a gdy jako Bailey trafia do ośmioletniego Ethana, wydaje mu się, że najważniejszą rzeczą jest obdarzenie tego chłopca szczerą miłością, oddaniem i uwielbieniem. Czy to możliwe, żeby to właśnie to było celem psiego życia? Kolejne wcielenia przybliżają go do rozwiązania zagadki, przynosząc konkretne umiejętności oraz powiększając wiedzę na temat ludzi oraz funkcjonowania świata.

„Byłem psem, którego jedynym sensem życia było towarzyszenie i służba ludziom.”*

Był sobie pies to bardzo sympatyczna powieść, dzięki której można lepiej zrozumieć zachowanie czworonogów. Cameron w inteligentny, a zarazem niesamowicie prosty sposób pokazuje potencjalne procesy myślowe psa oraz skutki braku konsekwencji u właściciela. Bo co tak naprawdę rozumie pies? Pojedyncze słowa, które mają dla niego znaczenie, tembr głosu i odczucia człowieka. Sensownie przekazane komendy składają się w całość, a sprzeczne komunikaty wprowadzają w zakłopotanie, więc zwierzę próbuje radzić sobie z zadaniem na swój sposób. Autor pokazał też, że prawidłowe wyszkolenie psa jest trudne, wymaga wysiłku i oddania, ale może przynieść niesamowite efekty.

Cameron dokładnie przemyślał ideę książki i przy okazji przepięknej historii o przyjaźni, przemycił też sporo wiedzy o trzymaniu zwierząt w domu. Wielokrotnie pojawiała się kwestia kastracji oraz warunków, w jakich powinien mieszkać pies. Autor zaprezentował kilka modeli domów (idealnych dla czworonogów lub wręcz przeciwnie), zwrócił uwagę na kontakt zwierząt z dziećmi i konieczność egzekwowania obowiązków wynikających z posiadania w domu psa. Gdy Bailey narozrabiał, to Ethan musiał posprzątać po swoim zwierzaku. Niby nic, ot, fragment fabuły, a jednak zostaje w głowie.

Bailey jest uroczym bohaterem i zarazem narratorem całej powieści, więc chwilami książka może wydawać się infantylna lub głupiutka. Początkowo irytowały mnie zdrobnienia, dla których najczęściej nie znajdowałam logicznego uzasadnienia. Jednak w końcu przyjęłam do wiadomości, że narrator jest psem i patrzy na świat z perspektywy czterech łap, nosa i uwielbienia dla głaskania, zabawy i jedzenia. Wtedy książka przestała być dziecinna, a stała się zabawna i emocjonalna.

I to właśnie ten humorystyczno-emocjonalny wydźwięk jest najmocniejszą stroną książki. Podoba mi się pokazanie więzi, jaka tworzy się pomiędzy człowiekiem i jego psem. Bliska relacja między Baileyem i chłopcem była przepięknie pokazana, wskazywała na obustronną miłość i oddanie, co szczególnie uwydatniało się w chwilach rozstania. Z kolei wszystkie trudności komunikacyjne oraz wynikające z tego tytułu nieporozumienia lub zabawne rozważania Baileya były urocze i wielokrotnie sprowadzały na moją twarz uśmiech, a na biednego psiaka frustracje i niezrozumienie.

„Jestem grzecznym pieskiem, ale widocznie niewystarczająco grzecznym, żeby zasłużyć na przysługujące mi ciastko, nawet mimo tego, że jakąś minutę później trąciłem koszyk nosem dla przypomnienia dziewczynce, po co przyszła.”

Warto też wspomnieć, że Był sobie pies to wznowione wydanie książki Misja na czterech łapach. Dzięki ekranizacji historia stała się bestsellerem i doczekała nowego tytułu oraz filmowej okładki, w której po prostu się zakochałam! Na ogół nie lubię filmowych okładek, ale ta jest tak śliczna, że nie mogłam przejść obok niej obojętnie. O ile poprzednia wersja nigdy mnie nie zaintrygowała, to tutaj szata graficzna zwyciężyła i dlatego dzisiaj mogę podzielić się z Wami moimi odczuciami.

Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to dość duża liczba literówek. Najczęściej były to opuszczone literki lub brakujące ogonki, jednak gdy pies „rzuca się wrzód” zamiast „wprzód”, to już robi się trochę nieprzyjemnie (dla psa, rzecz jasna). I trochę dziwi mnie tak duża czcionka. Gdyby wybrać o rozmiar mniejszą, to nie pojawiałoby się wrażenie sztucznego pompowania stron. Chociaż w tej sytuacji pewnie dzieciom łatwiej się ją czyta.

Podsumowując: Był sobie pies to piękna historia pokazująca jaki los może spotkać czworonoga oraz jakim uwielbieniem i szczerym oddaniem może darzyć człowieka. Książka bawi, wzrusza, rozśmiesza i uczy, a przy tym jest napisana tak prostym językiem, że bez problemu można ją dać do przeczytania osobom w każdym wieku. Polecam właścicielom i miłośnikom psów, którzy niejednokrotnie uśmiechną się (lub wzruszą), przypominając sobie własne przejścia z czworonogami, oraz wszystkim, którzy lubią książki przekazujące wartości i wiedzę w lekkostrawnej formie. 

---
* Wszystkie cytaty pochodzą z książki Był sobie pies autorstwa W. Bruce'a Camerona.


Za książkę do recenzji dziękuję księgarni internetowej taniaksiazka.pl

6 komentarzy:

  1. Moj 11-letni syn wlasnie ja konczy, a czytal z wielkim wzruszeniem. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tą książkę i się w niej zakochałam, a teraz niedługo jadę do kina na film, jestem ciekawa czy dorówna książce :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tam, zdjęcia całkiem fajnie wyszły :) Pod całą recenzją się podpisuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak właśnie mi się wydawała znajoma ta książka, a dopiero teraz dzięki Tobie dowiedziałam się, że to wznowienie z nowym tytułem - czytałam "misję..." już jakiś czas temu. Bardzo przyjemnie ją wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam książkę na uwadze szczególnie, że jest Pies :D

    OdpowiedzUsuń