11 kwietnia 2017

Hel 3, Jarosław Grzędowicz: what the hell...?!

Hel 3, Jarosław Grzędowicz: what the hell...?! | Wiedźmowa głowologia

Jarosław Grzędowicz nie jest szczególnie płodnym pisarzem, jednak gdy w końcu decyduje się na publikację książki, to na ogół jest to kawał bardzo dobrej literatury. Po doskonałym Panu Lodowego Ogrodu nadszedł czas na Hel 3. Nie ukrywam, że miałam wobec tej książki wysokie wymagania, a okładka sugerująca science fiction pobudziła moją wyobraźnię. Jeśli chcecie wiedzieć, co znalazłam w środku, to zapraszam do lektury :)

Norbert jest iwenciarzem*, a jego zadanie polega na znalezieniu się w odpowiednim miejscu i czasie, nagraniu czegoś szokującego, a potem złożeniu z tego krótkiego, maksymalnie kilkuminutowego filmiku. Całość musi być widowiskowa, najlepiej zakończona czymś drastycznym lub nieoczekiwanym, inaczej nie będzie wejść. Nie będzie wejść - nie będzie pieniędzy. I właśnie w pogoni za iwentami Norbert wpada z jednego bagna w drugie i wyłazi z niego tylko po to, by wleźć w ruchome piaski.

Fabuła jest, o zgrozo, najsłabszym elementem całej książki. Historia Norberta nie porusza i nie wciąga. Miałam wrażenie, jakbym oglądała przydługi iwent, w którym relacje ze zdarzeń są obok mnie. Może problemem jest sam Norbert, który chyba zwyczajnie nie nadaje się na głównego bohatera? Jest... nudny? Gdyby wrzucić Drakkainena w środek fabuły, to rozruszałby akcję swoją osobowością i tekstami. Norbert nie ma tego daru. Rozumiem, że jako iwenciarz powinien zachowywać się bezstronnie i nie obnosić z emocjami, ale, do diabła, to było JEGO ŻYCIE! Zresztą wszystkie postaci, nawet te tajemnicze i intrygujące jak Mechanik, jakoś nie miały w sobie nic naprawdę atrakcyjnego. Szkoda.

No i wbrew zapewnieniom z blurba i samej okładki, kosmosu i księżyca jest tu niewiele. Raptem ostatnia część książki rozgrywa się na orbicie okołoziemskiej i jest to dla mnie zdecydowanie niesatysfakcjonujące rozwiązanie. Poza tym koniec jest tak abstrakcyjny, że zamknęłam Hel 3 z miną niedowierzania, która szybko przeszła w rozczarowanie. Spodziewałam się czegoś logicznego, a Grzędowicz zafundował mi... No nawet nie wiem, jak to nazwać, ale było to złe.

Na szczęście dużo lepiej prezentuje się świat przedstawiony przez autora, a 2058 rok wcale nie jest tak odległy, jak mogłoby się wydawać. W ciągu czterdziestu lat ludzie zrozumieli, że niszczą planetę oraz zatruwają własne ciała, więc przywódcy państw wspólnie wprowadzili ideę zrównoważonego rozwoju we wszystkich możliwych dziedzinach życia. Wyłączanie prądu w konkretnych godzinach, przepisy regulujące dzienne zużycie wody lub spożycie cukru oraz jedzenie wyłącznie odpowiednio przetworzonych rzeczy, produkowanych w ściśle określony sposób, to jedynie niektóre spośród zasad panujących na świecie. Słowem: Ziemia ma niewiele do zaoferowania, więc człowiek powinien się umartwiać i żyć w wymuszonym ubóstwie. 

Nie powinno dziwić, że społeczeństwo skierowało się w stronę MegaNetu, który oferuje mu dużo barwniejsze i ciekawsze życie niż szaruga codziennego dnia. Świat mógł się zmienić, ale ludzie wciąż chcą "chleba i igrzysk". Jedyna różnica jest taka, że starożytne walki gladiatorów zastąpiono iwentami, które mają wzbudzać rozmaite emocje. Omnifony zastępują praktycznie wszystko: komórki, komputery, kamery, telewizory, karty kredytowe, a czasami nawet klucze do domu. Obrazy wyświetlają się bezpośrednio przed oczami, więc nikt nie musi oglądać ponurego, rzeczywistego świata. Chyba że z jakiejś przyczyny nie ma omnifona. Wtedy może odnieść wrażenie, że wszyscy wokół zwariowali, bezsensownie machając  rękami lub gadając do ściany.

Zatrzymajmy się na chwilę w tym miejscu. Czy nie macie wrażenia, że wizja Grzędowicza jest zaskakująco i przerażająco prawdopodobna? Już teraz Internet pożera większość naszego codziennego życia, zdolność skupienia na jednej czynności sukcesywnie spada przez pozorną wielozadaniowość, a dążenie do szybkiej i intensywnej rozrywki jest znane na szeroką skalę. Obecna sytuacja geopolityczna również nie jest szczególnie odległa i obca. Niekoniecznie zgadzam się z poglądami przemycanymi przez autora, ale widzę do czego zmierzał, odwołując się do wydarzeń z przeszłości podczas kreowania prawdopodobnej wersji przyszłości. Jakkolwiek pogmatwanie by to nie zabrzmiało.

Hel 3 nie jest zły, ale zdecydowanie nie jest tym, czego spodziewałabym się po twórczości Grzędowicza. Historia nie porywa, bohaterowie są miałcy i jedyną rzeczą godną uwagi jest kreacja świata. Tylko dzięki temu książkę można uznać za całkiem dobrą. Uważam też, że okładka i blurb sugerowały zupełnie inny rodzaj rozrywki, co nie pozostaje bez znaczenia przy ostatecznej ocenie. Zawiodłam się, ale nie żałuję, że przeczytałam. Czy to wystarczająca rekomendacja? Nie mam pojęcia...


* Zapisywanie wyrazów anglojęzycznych w wersji spolszczonej działało mi na nerwy tak bardzo, że nawet gdyby książka była genialna, to i tak straciłaby przynajmniej jeden punkt za "iwenty", "displeje" i "Tajgera". 


Za książkę do recenzji dziękuję księgarni internetowej taniaksiazka.pl

Zobaczcie też inne bestsellery na stronie księgarni :)


---
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
Czytam Fantastykę

17 komentarzy:

  1. Podeszłaś do książki z dużymi oczekiwaniami, ale trudno nie mieć ich wobec Grzędowicza. Nawet Jego opowiadania są przecież na nielichym poziomie. Bardzo chciałam przeczytać Hel 3, ale teraz chyba muszę się zdystansować, bo będę mocno zawiedziona. Nie przywykłam u Grzędowicza do tego, że coś zawodzi, a tutaj chyba byłoby kilka takich punktów. Odczekam sobie, oswoję się z myślą, że trzeba zweryfikować oczekiwania i wtedy! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dobry plan. I nie nastawiaj się na science fiction. Tak po prawdzie poza wizją przyszłości i akcją w kosmosie (1/4, może nawet 1/5 książki), to w ogóle nic nie sugeruje tego gatunku. Uważam, że to też warto wiedzieć :)

      Usuń
    2. Nic nie sugeruje, bo to SF bliskiego zasięgu, a ono tak ma :D
      Samą książkę czytałam krótko po premierze i... ja po prostu lubię samego Grzędowicza, jego podejście do życia i świata, dlatego jakoś strasznie nie narzekałam. Niemniej, bohaterowi drugoplanowi są niewidoczni, a to całe szkolenie Norberta nudziło XD ALE wiem po części z czego to wynika: Grzędowicz specjalnie napisał jednotomówkę, by po PLO znów "nauczyć się" je pisać, więc pewnie ciął trochę kreacje bohaterów.

      Usuń
    3. Ale spodziewałabyś się "SF bliskiego zasięgu" po opisie i okładce? Bo ja miałam wizję SF rozgrywającego się przynajmniej w 50% w kosmosie. Ja też lubię Grzędowicza i cenię sobie jego kreatywność i "nieoczywistość" gatunkową (jak w PLO), ale nie lubię, gdy otrzymuję coś gorszego niż mi obiecywano. A już na pewno nie wtedy, gdy w grę wchodzi jeden z najlepszych polskich pisarzy.

      Usuń
    4. No właśnie opis i okładka za dużo spoilerują moim zdaniem ;/ Ta wycieczka na księżyc powinna czytelnika zaskoczyć, a tak wszyscy wiemy jak to się skończy. Aczkolwiek to już nie jest wina autora :c

      Usuń
  2. Wobec Grzędowicza także mam wielkie oczekiwania. Niedawno skończyłam ostatnią część "Pana Lodowego Ogrodu" i miałam w planach Hel 3, ale nieco później (aby poprzednie książki mi troche wywietrzały). Troszkę mnie zmartwiłaś. Nie wiem jak odbiorę książkę, ale odsunę przeczytanie jej jeszcze w czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Lodowego Ogrodu i Hel 3 to zupełnie różne historie i koncepcje, więc pod tym względem nie musisz się martwić. Co nie zmienia faktu, że nie ma sensu spodziewać się czegoś genialnego. Niestety.

      Usuń
  3. No nawet nie wiem, jak to nazwać, ale było to złe. - haha <3

    Powiem Ci, że jestem zaskoczona, bo faktycznie okładka obiecuje totalnie coś innego! Nie znoszę sf i dlatego ominęłabym ją szerokim łukiem. Właściwie, po Twojej opinii też to zrobię. :D Szkoda, że się rozczarowałaś, to boli dużo bardziej, gdy sięgamy po sprawdzonego, lubianego autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię rozbawiłam :D
      To fakt, zabolało... Po Grzędowiczu spodziewałam się czegoś błyskotliwego i zabawnego.

      Do tej pory pamiętam fragment z jego opowiadania, w którym jedna z postaci pyta drugą: "Wiesz, dlaczego Freud wymyślił kozetkę? Bo bał się kontaktu wzrokowego". Dla mnie to kwintesencja Freuda i jako psycholog z wykształcenia bardzo często przywołuję ten fragment, żeby oddać moje podejście do "ojca psychoanalizy".

      Usuń
  4. Szkoda, ze fabuła nie jest najlepsza :/ Od niedawna książki Grzędowicza mnie interesują, ale myślę, że zacznę od "Pana lodowego ogrodu".
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie polecam Pana Lodowego Ogrodu :)

      Usuń
  5. Książkę już u siebie mam, więc będę czytać, choć będę miała na uwadze nie nastawiać się za bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dobry sposób na to, żeby się nie zawieść aż tak bardzo :) Mimo to: udanej lektury :)

      Usuń
  6. Uwielbiam PLO, ale wiem też po kilku innych przygodach z Grzędowiczem, że poza historii Vuko nie po drodze mi z jego twórczością. Po Hel nawet nie sięgałam, bo opis mnie zniechęcił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popiół i kurz nie był zły, opowiadania czytałam raptem kilka, a PLO uważam za jedną z najlepszych, o ile nie najlepszą polską powieść fantastyczną, więc mimo wszystko od Grzędowicza wymagam i to nie mało.

      Ale dobrze, że chociaż Ty się nie nacięłaś :D

      Usuń
  7. Grzędowicza uwielbiam za serię "Pan Lodowego Ogrodu". Hel3 to trochę inna bajka, ale mnie zbiła z nóg wizja przyszłości, która już dzisiaj puka do naszych okien. Ta alienacja i zwirtualizowanie całej rzeczywistości daje do myślenia. Przy czym cała książka wywarła na mnie średnie wrażenie - tak jakby fabuła powstała trochę na siłę żeby przedstawić jakże genialną wizję przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wizja przyszłości faktycznie jest bardzo niepokojąca, ale niestety to za mało, żebym w pełni doceniła książkę Grzędowicza. Tym bardziej, że po genialnym Panu Lodowego Ogrodu oczekuję od niego dużo więcej niż od innych pisarzy.

      Usuń