14 kwietnia 2018

Scarlet, Marissa Meyer [przedpremierowo]

Wiedźmowa głowologia, recenzje książek, fantastyka, Saga Księżycowa, wydawnictwo Papierowy Księżyc
Niedawno czytałam i recenzowałam Cinder, a teraz nadeszła kolej na Scarlet, czyli drugi tom Sagi Księżycowej autorstwa Marissy Meyer. Jeśli ktoś ma nadzieję na kolejny retelling baśni, to się nie zawiedzie. Tym razem autorka zaprezentowała czytelnikom swoją wersję Czerwonego Kapturka. 

Scarlet Benoit mieszka na farmie we Francji, gdzie wiodłaby szczęśliwe i spokojne życie, gdyby nie fakt, że ponad dwa tygodnie temu zaginęła jej babcia. Niestety ani policja, ani okoliczni mieszkańcy nie poczuwają się do odnalezienia staruszki, więc dziewczyna postanawia wziąć sprawę we własne ręce. Wydarzenia nabierają tempa, gdy poznaje tajemniczego pięściarza Wilka, który oferuje jej pomoc... W tym samym czasie Cinder zmaga się ze swoimi problemami i szokującym odkryciem, a towarzyszy jej kapitan Thorne – człowiek o specyficznym podejściu do życia i właściciel statku kosmicznego nieszczególnie legalnego pochodzenia.

W kwestii fabuły dodam jeszcze tylko, że o ile w Cinder charakterystyczne motywy z baśni o Kopciuszku były bardzo wyraźnie zarysowane, o tyle w Scarlet całość jest bardziej płynna i w gruncie rzeczy sprowadza się do jednego dużego motywu jakim jest baśń o Czerwonym Kapturku (może poza jedną bardzo kluczową sceną). To nie jest wada czy zarzut, ot, obserwacja. Nie wykluczam nawet, że pod pewnymi względami takie upłynnienie wyszło książce na dobre, ponieważ dużo trudniej wymyślić, co może się za chwilę wydarzyć.

W całej powieści zaskakuje fakt, że wszystko łączy się w ładną i spójną całość. Historia Scarlet jest czymś zupełnie nowym i świeżym, a jednocześnie doskonale wpisuje się w dalsze przygody Cinder. I przyznam szczerze, że nie sądziłam, że uda się to aż tak dobrze połączyć. No bo wiecie – Kopciuszek, Czerwony Kapturek, epidemia, poszukiwania babci, Księżycowi i widmo wojny w tle – no trochę tego dużo, a jednak całość pozostała logiczna i wciągająca. Autorka nie zapomniała również o przesłaniach typowych dla baśni. W tej części króluje „zaufanie”, czyli kwestia tego, kogo nim obdarzyć, kiedy zaryzykować oraz jakie mogą być konsekwencje złego wyboru.

Mimo to drugi tom Sagi Księżycowej podobał mi się trochę mniej niż pierwszy, a to za sprawą głównej bohaterki. Scarlet jest starsza od Cinder, ale to ta druga wydaje się dużo dojrzalsza; jest bardziej opanowana i postępuje w przemyślany sposób. Scarlet bliżej do furiatki, która najpierw działa, a później myśli. Często postępuje wbrew logice, a jej podejście do życia jest dość specyficzne. No ale nie można odmówić autorce, że każda jej postać jest inna i wywołuje jakieś reakcje, co należałoby docenić. Poza tym sytuację w niewielkim stopniu ratuje Wilk, który intryguje i którego tajemnice chce się rozgryźć (chociaż tak naprawdę od początku podejrzewałam, kim jest, więc nie było efektu „wow”). 

Za to najjaśniejszą gwiazdą drugiego tomu jest kapitan Thorne. Normalnie nie lubię takich postaci, ale akurat on jest tak prostolinijny i bezpretensjonalny, że chociaż nie uległam jego urokowi jako „boskiemu mężczyźnie”, to spokojnie kupuję go jako bohatera, który dodaje książce humorystycznego wydźwięku i sprytnie rozładowuje napięcie. Jego relacja z Cinder jest o tyle nietypowa, co sympatyczna. Uważam, że dobrze się stało, że zawitał na karty powieści i jestem ciekawa, co autorka dla niego wymyśliła, bo nie mam wątpliwości, że Thorne znajdzie swoje miejsce w kanonie kolejnych baśni.

Podsumowując, Scarlet nieznacznie obniżyła loty, jednak nadal jest to bardzo dobra książka, szczególnie w kategorii retellingów baśni. Wszystkie wątki splatają się w ciekawy sposób, a całość jest na tyle logiczna i dynamiczna, że z przyjemnością czytałam kolejne strony. Co tu dużo mówić: podoba mi się ta bajka i chętnie poznam jej zakończenie.


Za możliwość wcześniejszego (wielokrotnego) przeczytania i zredagowania książki dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc ;) 

21 komentarzy:

  1. Hmm, ciekawe :) Mnie pierwsza część podobała się średnio, a słyszałam, że właśnie druga jest lepsza - widocznie co człowiek, to opinia :D Tak czy inaczej też na pewno ze "Scarlet" się zapoznam, bo retellingi baśni to coś, co bardzo lubię <3
    Całuję!
    korpoludka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wiele zależy od tego, na czym się człowiek skupiał. Mnie w pierwszym tomie zachwyciła przede wszystkim złożoność świata, która w drugim tomie jakoś zeszła na dalszy plan. Dodatkowo Cinder bardziej pasuje mi jako bohaterka, chociaż nie da się ukryć, że wątek Scarlet jest mroczniejszy. Skoro zamierzasz sięgnąć, to życzę udanej lektury ;)

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Muszę w końcu zabrać się i za "Cinder" i za "Scarlet", bo jestem niesamowicie ciekawa tych książek. Opinie są podzielone, więc warto wyrobić sobie własne zdanie.
    Lubię historie oparte na baśniach, choć można się wówczas domyślić niektórych kwestii. Jeśli książka jest jednak uzupełniona o nowe, zaskakujące wątki to jest w stanie mnie w sobie rozkochać.
    Nie wiedziałam, że Scarlet opiera się na "Czerwonym kapturku", więc jestem mile zaskoczona.
    Najwyższy czas poznać "Sagę księżycową"!
    Pozdrawiam ciepło ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podchodziłam do Cinder bardzo nieufnie i prawdę powiedziawszy, nie wiem, czy bym ją przeczytała, gdybym nie dostała Scarlet do redakcji i korekty. Ale w ogóle nie żałuję, bo Meyer miała świetny pomysł i doskonale skonstruowała świat. Z kolei kwestie baśniowe nie są przedstawione w oklepany sposób, a cała historia w gruncie rzeczy skupia się na czymś innym, więc te sceny baśniowe nie są jakimś wielkim kluczem do fabuły. Ogólnie uważam, że jest to bardzo dobrze wyważone.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Pierwszy tom oceniam bardzo pozytywnie, jednak drugi chyba przez narrację porzuciłam po kilku stronach :D Może spróbuję jeszcze raz zacząć drugi tom ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scarlet irytuje mnie jako postać, ale jej historia jest mroczniejsza, więc wielu osobom pewnie bardziej się spodoba. Ja jestem w "teamie Cinder" i jej przemyślanego podejścia do życia. Ale myślę, że warto dać książce drugą szansę i przeczytać trochę więcej, bo początek Scarlet jest specyficzny - od razu rzuca czytelnika na głęboką wodę i w pierwszej chwili trudno się w tym połapać (zwłaszcza, że czytelnik chciałby się dowiedzieć, co dalej z Cinder, a tu jakaś ruda łajza miota się po knajpie ze skrzynkami warzyw ze swojej farmy :D).

      Usuń
  4. Zaskoczył mnie ten Czerwony Kapturek. :D Muszę zapisać sobie te dwa tytuły, bo już zapomniałam o "Cinder". XD
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładki sugerują, na jakich baśniach będzie się skupiać fabuła. W trzeciej części jest długi warkocz, więc zakładam Roszpunkę, a w czwartej jabłko, więc zapewne Królewna Śnieżka.
      Mam nadzieję, że Ci się spodobają ;)

      Usuń
  5. Czytałam jeszcze w starej wersji i przyznam, że niewiele pamiętam, ale na pewno bardzo mi się podobała i chcę sięgnąć po kontynuacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To warto sobie odświeżyć, zwłaszcza że teraz jest inne tłumaczenie, więc pewnie kilka rzeczy zmieniło swoje nazwy ;)

      Usuń
  6. Cinder podobała mi się bardzo, więc już nie mogę się doczekać kiedy w moje ręce wpadnie Scarlet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scarlet podobała mi się trochę mniej niż Cinder, ale nadal była ciekawa ;)

      Usuń
  7. Zwróciłem uwagę na wydawnictwo, zauważyłem bowiem, że wydają świetne rzeczy, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii fantastyki wydają przede wszystkim dość lekkie i przyjemne fantasy. Chciałam napisać, że humorystyczne, ale akurat w przypadku tej serii średnio się to sprawdza.

      Usuń
  8. Chętnie przeczytam tę serię, bo ciekawi mnie jak diabli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba ;)

      Usuń
  9. Nie czytałam jeszcze pierwszej części, ale motyw baśni bardzo mnie ciekawi.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że motywy baśniowe są bardzo ciekawie wplecione w zupełnie nowy i intrygujący świat, dzięki czemu całość wypada świeżo.

      Usuń
  10. Już widząc zapowiedź pierwszej części bardzo chciałam ją przeczytać :-) Niestety jak na razie brak mi czasu na czytanie, a chcąc przeczytać pierwszą, musiałabym zaraz sięgnąć po drugą część :-D W wakacje nadrobię obie :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna recenzja, ksiązka zapowiada się naprawdę świetnie, choć jeszcze nie czytałam nawet pierwszego tomu, no ale czas nadrobić zaległości , bo zdecydowanie warto.
    Dodaję bloga do obserwowanych, byłabym wdzięczna za rewanż.

    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/04/przedpremierowo-emigrantki-janice-yk-lee.html

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja o Cinder słyszałam i dobre i złe rzeczy, a jeśli ta część trochę obniżyła loty, to aż się boję, co powiedzą osoby, które negatywnie oceniły tę pierwszą ;) obie książki jeszcze przede mną ;)

    OdpowiedzUsuń