25 stycznia 2020

Vicious: Nikczemni, V.E. Schwab


Lubię książki o superbohaterach, a czarne charaktery zwykle są ciekawsze niż pozytywne postaci, więc książka o superłotrach wydała mi się czymś, z czym warto się zapoznać. W związku z tym skorzystałam z nadarzającej się okazji i od razu sięgnęłam po lekturę Vicious: Nikczemni autorstwa V.E. Schwab.

Victor i Eli poznali się na studiach i dość szybko przypadli sobie do gustu. Obaj genialni, próżni, skupiali się głównie na swoich potrzebach i ponad wszystko inne pragnęli poznać tajemnicę PonadPrzeciętnych, czyli ludzi obdarzonych nadnaturalnymi mocami. Wspólnie przeprowadzili kilka badań i eksperymentów, aż ostatecznie ich drogi rozeszły się w dość burzliwy sposób i z widmem tragedii w tle. Victor trafił do więzienia, a gdy opuścił je po dziesięciu latach, rozpoczął poszukiwania swojego zaprzysiężonego wroga – Elia.

Autorka nie przedstawia fabuły chronologicznie, (więc opis nie jest spoilerem), dzięki czemu czytelnik nie poznaje od razu przeszłości bohaterów ani ich motywacji, tylko odkrywa je stopniowo wraz z rozwojem historii. Jest to ciekawy zabieg i na ogół bardzo lubię takie zagrywki, bo zmuszają do uważniejszego czytania książki, jednak tym razem poczułam pewne znużenie. Początkowo w ogóle nie mogłam wczuć się w historię i mam wrażenie, że bardzo mało działo się na pierwszych kilkudziesięciu stronach. Później fabuła nabrała rozpędu, ale nadal nie czytałam z taką przyjemnością, z jaką powinnam. Wydaje mi się, że problem nie leży w braku chronologii, tylko w fakcie, że z jednej strony całość jest zbyt przegadana, a z drugiej poszatkowana. Rozdziały powinny być trochę dłuższe, pozwolić czytelnikowi zatopić się w wybranym fragmencie, tymczasem czasami miałam wrażenie, że autorka najchętniej dałaby mi do przeczytania dwie książki równocześnie.

Kolejnym problemem są same postaci. Nieszczególnie rozumiem, jak można zachwycać się którymkolwiek z PonadPrzeciętnych. Nie zaprzeczam, że są ciekawi i bardzo dobrze skonstruowani, ale przy tym tak antypatyczni, że trudno mi było znaleźć z nimi jakąkolwiek nić porozumienia. Chociaż gdybym koniecznie miała wybierać, bliżej byłoby mi do Victora, bo nienawidzę fanatyków wszelkiej maści, a Eli bez wątpienia do nich należał. Nawet mała Sydney mnie do siebie nie przekonała, nie wspominając o Serenie (chociaż jej wątek był creepy w ciekawy sposób). Na szczęście w powieści pojawiło się jeszcze kilka normalnych postaci, więc przynajmniej mogłam polubić Mitcha. Dzięki za niego! 

Mimo to należy docenić sposób kreacji bohaterów, bo czego by nie mówić, charakterologicznie to jedne z najlepiej skonstruowanych postaci, na jakie trafiłam w ostatnim czasie. Ich motywy są jasne, a zachowanie, nawet jeśli wzbudzało mój niesmak, było logiczne i uzasadnione, nie wspominając już o tym, że relacja między głównymi bohaterami wywoływała większe emocje niż sama fabuła. Arogancja i chęć osiągnięcia celu zaślepiła ich do tego stopnia, że zatracili umiejętność rozróżniania dobra i zła. A może stracili ją w momencie, w którym zyskali swoje PonadPrzeciętne moce?

Skoro o mocach mowa, to trzeba przyznać, że Schwab nie idzie na łatwiznę i nie wybiera tych najbardziej oklepanych możliwości. Bo nawet gdy wydaje się, że ktoś zyskał moc teleportacji, to okazuje się, że w praktyce jego moc działa zupełnie inaczej i jest bardziej skomplikowana. Mimo to dużo większe wrażenie zrobiło na mnie powiązanie mocy ze sposobem jej uzyskania. Każdy kolejny przykład robił mi wodę z mózgu i sprawiał, że miałam ochotę napisać do autorki, że jest genialna. Rozwiązała to w tak sprytny i fantastyczny sposób, że cały czas liczyłam na to, że pojawi się kolejny nieprzyjemny PonadPrzeciętny, który opowie, w jakich okolicznościach zyskał moce.

Podsumowując, bardzo lubię twórczość V.E. Schwab i uwielbiam motyw ludzi z mocami, więc wyglądało na to, że książka została stworzona specjalnie dla mnie. Tym bardziej jestem rozczarowana faktem, że nie zachwyciła mnie tak, jak tego oczekiwałam i jak się spodziewałam. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zła książka, ba, obiektywnie jest bardzo dobra, ale po prostu mnie nie porwała i nie do końca wiem dlaczego. Mimo to z pewnością sięgnę po kolejny tom, gdy ukaże się w Polsce.

Dlaczego? Może dlatego, że w gruncie rzeczy Vicious: Nikczemni to książka o tym, jak cienka jest granica między dobrem a złem i jak trudno jest zachować obiektywizm, gdy problem dotyka nas bezpośrednio. Czasami wystarczy jeden impuls, by zniekształcić rzeczywistość i popaść w fanatyzm lub skupić się wyłącznie na jednej rzeczy, nie dostrzegając niczego wokół. To powieść o tym, że pragnienia potrafią przyćmić rozum, a im dalej się brnie, tym trudniej powiedzieć „stop”.

PS. Zauważyliście ciekawy easter egg, który zafundowała nam Victoria Elisabeth Schwab? Szczególnie drugie imię nabiera znaczenia w nawiązaniu do fabuły powieści ;) 


Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu We need YA ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz