Dzisiaj na afiszu wylądowała (w końcu) Dziewczyna z pociągu autorstwa Pauli Hawkins. Będzie krótko, zwięźle i na temat.
Długo nie wiedziałam, jak się zabrać za tę recenzję, bo ciężko mi napisać o tej książce cokolwiek sensownego. Właściwie przeczytałam ją pod wpływem impulsu, ponieważ w ogóle nie zamierzałam "mierzyć się" ze znakomitym thrillerem, jak to określił Stephen King. No ale skoro książka i tak pojawiła się w domu, a ja akurat skończyłam czytać Front burzowy (rany, ale zaległości! Wstyd, Wiedźma, wstyd!), no to czemu by nie zrobić sobie przerwy od fantastyki? Tym bardziej, że rzadko sięgam po ten gatunek literacki.
Długo nie wiedziałam, jak się zabrać za tę recenzję, bo ciężko mi napisać o tej książce cokolwiek sensownego. Właściwie przeczytałam ją pod wpływem impulsu, ponieważ w ogóle nie zamierzałam "mierzyć się" ze znakomitym thrillerem, jak to określił Stephen King. No ale skoro książka i tak pojawiła się w domu, a ja akurat skończyłam czytać Front burzowy (rany, ale zaległości! Wstyd, Wiedźma, wstyd!), no to czemu by nie zrobić sobie przerwy od fantastyki? Tym bardziej, że rzadko sięgam po ten gatunek literacki.
Dziewczyna z pociągu to thriller psychologiczny, przynajmniej z nazwy. W praktyce "psychologia" sprowadza się do dziur w mózgu głównej bohaterki wywołanych nadmierną ilością spożytego alkoholu oraz fobii i stanów lękowych kolejnych dwóch narratorek powieści.

