31 marca 2020

Vengeful, V. E. Schwab

Na ogół piszę recenzje książek po jakimś czasie, żeby historia mi się uleżała i żebym lepiej zebrała myśli, jednak tym razem będzie na gorąco, bo „na gorąco” kończyłam czytać Vengeful, czyli drugi tom cyklu o Złoczyńcach, autorstwa V. E. Schwab. Od razu ostrzegam, że w treści mogą pojawić się spoilery do pierwszego tomu, więc jeśli go nie czytaliście, to zapraszam do zapoznania się z recenzją Vicious.

Od wydarzeń w Falcon Price minęły cztery lata. Cztery długie, męczące i bardzo bolesne lata – zarówno dla Victora, jak i Elia. Pierwszy z nich zmaga się z silnym bólem wywołanym przez jego własną moc i szuka pomocy wszędzie, gdzie się da, a drugi ma dość ograniczone pole manewru. W pewnym sensie obaj „wypadli z gry”, a że świat nie lubi pustki (a autorzy na pewno), to w Merit pojawia się nowa PonadPrzeciętna, która chce przejąć władzę nad całym miastem. Nie zawaha się wykorzystać w tym celu swojej niszczycielskiej mocy…

Zacznę od tego, że pierwszy tom był ciekawy i miał w sobie coś przykuwającego uwagę, ale ostatecznie mnie zmęczył i nie byłam jakoś szczególnie oczarowana lekturą. Gdy zaczęłam drugi tom, który wzięłam do przeczytania w ramach próby od serwisu Czytam Pierwszy… O matko… Myślałam, że odłożę i nie skończę (zresztą przerwę miałam naprawdę długą). To, co w pierwszym tomie stanowiło niewielki mankament i trochę irytowało, tutaj awansowało do rangi „jak nie pisać”. Autorka znów podzieliła powieść na krótkie rozdziały rozgrywające się w różnych liniach czasowych i odnoszące się do różnych bohaterów. Ta forma jest zbyt poszatkowana, aby czerpać z niej większą radość, poza tym w pewnym momencie zaciera się granica pomiędzy tym, co działo się cztery lata wcześniej, a tym, co było dwa miesiące temu, skoro Victor generalnie robi to samo.

Tak, przyznaję, pogubiłam się. Nie pomógł też fakt, że pojawiły się nowe postaci, które wyrosły na bohaterów pierwszoplanowych, podczas gdy Victor i Eli odeszli w cień. Dużo większe znaczenie zyskali też bohaterowie drugoplanowi czy wręcz epizodyczni z pierwszego tomu. Poznajemy lepiej samą Sydney, przeszłość Elia, a nawet życie Stella, który został dyrektorem organizacji zajmującej się PonadPrzeciętnymi. W związku z tym czytelnik podążał tropem nie dwóch, a czterech, czy nawet siedmiu postaci.

Nie zmienia to faktu, że Marcella jest genialnie wykreowaną postacią, może nawet jedną z najlepszych, z jakimi spotkałam się w ostatnim czasie w literaturze. Rzadko zdarza się tak spójna postać, której motywacje są jasne, a zachowanie wynika z charakteru i wszystkich wydarzeń, które ją ukształtowały. Zresztą June wcale nie wypada gorzej – jest dużo bardziej tajemnicza i mniej się o niej dowiadujemy (może nawet trochę za mało), a jej motywacje są trochę mniej oczywiste od tych, którymi kieruje się Marcella, ale doskonale wypada w formie przeciwwagi do pierwszej kobiety. Inna sprawa, że nie polubiłam żadnej z nich, ale akurat w tej powieści to żadna nowość. Wszyscy poza Mitchem są antypatyczni.

Tak jak pisałam, początki były trudne, ale na szczęście w pewnym momencie coś zaskoczyło. Co prawda autorka dalej skakała między postaciami, ale trochę uspokoiła linię czasową. Co więcej, zaczęło się robić naprawdę ciekawie. Nowi bohaterowie sprawili, że powieść nabrała charakteru i przestała być jedynie „starciem tytanów”, a stała się ciekawą powieścią z pogranicza książki akcji. Kto kogo dopadnie pierwszy, kto przeżyje, kto zginie, kto wygra – te pytania co chwilę przelatywały mi przez głowę. Było to wrażenie, którego w pierwszym tomie w ogóle nie odczułam, więc autorce należą się brawa za powiew świeżości i nowy wymiar historii.

Oprócz tego autorka poruszyła kolejne ważne kwestie, nad którymi czytelnik powinien się zastanowić. Pierwsza z nich dotyczy człowieczeństwa i tego, jak łatwe jest krzywdzenie innych, gdy odbierze się im prawo do bycia ludźmi (dowód na to mamy chociażby w naszej historii). Druga sprawa wiąże się z władzą i ambicją i tym, ile człowiek potrafi poświęcić, aby zyskać odpowiednio wysoki status i zaspokoić swoje ego. Marcella z chęcią odpowie wam na to pytanie. Kolejne tematy wiążą się z wyborem mniejszego zła, rodziną i tym, co ją determinuje, a także z próbą pogodzenia się z przeszłością. Jeśli wziąć pod uwagę, że powieść ma niecałe 550 stron, dużo bardziej rozbudowaną fabułę i więcej bohaterów, to możecie mi wierzyć, że Schwab dobrze przemyślała to, co chce napisać. W żaden sposób nie czułam się przytłoczona tymi zagadnieniami ani przemyśleniami, a do tego uważam, że to dobrze, że powieść niesie za sobą jakiś głębszy przekaz.

Podsumowując, cieszę się, że przeczytałam Vengeful, chociaż po 1/5 książki bym tego nie powiedziała. Podoba mi się fakt, że nawet gdy nie lubię bohaterów, to z przyjemnością o nich czytam i poznaję więcej szczegółów na ich temat. Są wyraziści, mają charakter i są dobrze skonstruowani pod względem psychologicznym. To dla mnie istotne kwestie, więc może jednak Złoczyńcy to moja bajka 😉 Zdecydowanie polecam miłośnikom pierwszego tomu – nie będziecie zawiedzeni. A tym, którym Vicious trochę mniej przypadło do gustu, napiszę tak: spróbujcie przetrwać początek, bo dalej jest naprawdę dobrze! Nadal nie jest to moja ulubiona powieść, ale zupełnie nie mam poczucia zmarnowanego czasu, a to istotne.

2 komentarze: