22 kwietnia 2017

Zew księżyca, Patricia Briggs

Zew księżyca, Patricia Briggs | Wiedźmowa głowologia
Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat, ponieważ lekarka kazała mi leżeć w łóżku i oszczędzać plecy. Ale że Ketonal już działa, to mam chwilę wytchnienia i mogę usiąść.

Pamiętam, jak Zew księżyca był wydawany po raz pierwszy, jednak wtedy książka nie wpadła mi w ręce, a potem zupełnie o niej zapomniałam. Za to teraz skorzystałam z szumu wywołanego wznowieniem całej serii i zapoznałam się z pierwszym tomem historii Mercedes Thompson. 

Mercy prowadzi warsztat samochodowy i całkiem nieźle sobie radzi. Niestety jej przekora, temperament i brak zdrowego rozsądku sprawiają, że wpada w sam środek wilkołaczej afery. Na szczęście Mercy nie jest znowu aż tak bezbronna. Należy do starożytnego (i praktycznie wymarłego) ludu zmiennokształtnych, więc ma kilka asów w rękawie. 

Rozwijając wątek bohaterów, Mercy raczej nie jest moją ulubienicą, chociaż muszę przyznać, że ma charakterek i czasami potrafi rzucić zabawnym tekstem. Dużo bardziej intrygującymi postaciami są Adam, Stefan i Zee. Cieszę się, że Patricia Briggs zrobiła z wilkołaka biznesmena, a nie kolejnego kowboja lub myśliwego mieszkającego w przyczepie na odludziu. Z kolei wampir jeżdżący furgonetką pomalowaną w stylu Scooby Doo stanowiłby jeden wielki żart, gdyby nie okazało się, że skrywa znacznie więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać. Lubię takie nieoczywiste zagrania i zawsze mnie cieszy, gdy pisarz potrafi namieszać. Dla odmiany Zee wcale nie udaje, że jest prosty do rozszyfrowania. Stary gremlin jest jedną (nie)wielką chodzącą zagadką. Praktycznie nic o nim nie wiadomo, dzięki czemu intryguje jak mało kto. Pozostali bohaterowie ani mnie nie parzą, ani nie ziębią, mimo to w ogólnym rozrachunku można dać autorce plusa za kreację postaci.

Za to za styl należy się duży minus. Zupełnie mnie nie przekonał i w dużej mierze zmęczył. Mercy i jej wewnętrzne rozterki i tak zawsze sprowadzają się do: "To głupie i wiem, że nie powinnam tego robić, ale zrobię i będzie po mojemu". Książka mogłaby być krótsza o kilka takich rozważań i tylko by na tym zyskała.

A jednak historia, którą stworzyła Patricia Briggs, jest bardzo przyjemna w odbiorze. Można uznać, że jest to kryminał w paranormalnej otoczce. I to dobrze napisany kryminał. Nie ma większych dziur fabularnych, wątki są poprowadzone składnie, a akcja rozgrywa się na kilku płaszczyznach, odsłaniając kolejne fakty. No dobra, raz czy dwa pokręciłam głową z niedowierzaniem, ale i tak nie zepsuło to ostatecznego odbioru.

Co do reszty: podoba mi się świat wilkołaków i sposób ich powstawania, ale mam wątpliwości, co do humoru - niestety nie zawsze bawił, chociaż doceniam wysiłki. 

Podsumowując, Zew księżyca jest lekką i przyjemną lekturą. Wciąga, chwilami nawet angażuje, ale nie jest to arcydzieło, do którego chciałabym wrócić. Cieszę się, że historia zamknęła się w jednym tomie, ponieważ dzięki temu nie muszę czytać kolejnych części, żeby poznać odpowiedzi na podstawowe pytania.

(Za wszelkie błędy przepraszam i będę wdzięczna za ich wytknięcie. Nie miałam już siły odkładać tekstu i poprawiać go po jakimś czasie.)

---
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam Fantastykę.

16 komentarzy:

  1. wiem, że po okładce się książki nie ocenia, ale muszę to powiedzieć. Okładka jest wyjątkowo zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że zachęcająca okładka to duża część sukcesu książki. W końcu jakoś trzeba wybrać, co czytać :)

      Okładka sama w sobie jest całkiem ładna i ciekawa, dopóki nie przyjrzysz się twarzy tej dziewczyny. Coś jest z nią nie tak...

      Usuń
  2. Mam ją w domu i jestem jej okrutnie ciekawa <3
    Jezu, ale od razu upchałam ją w gazetę, żeby nie widzieć tego paskudztwa, które zowią okładką. To obecnie chyba moja najbrzydsza ksiażka xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zakryjesz twarz dziewczyny z okładki, to reszta jest całkiem fajna :D Podoba mi się kolorystyka (osiągnęli bardzo ładny odcień niebieskiego), tatuaże też są niczego sobie, ale z twarzą wybitnie jest coś nie tak.

      Co nie zmienia faktu, że jeśli to najbrzydsza okładka jaką masz w domu, to jesteś szczęśliwym człowiekiem :D

      Usuń
  3. Raczej książka mnie nie zaciekawiła, mam już dosyć historii z wilkołakami i wampirami, po wielu nieudanych dość się zniechęciłam.
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie warto nie zapominać o tej książce, ponieważ świat wilkołaków jest naprawdę ciekawie przedstawiony. Ale rozumiem zniechęcenie po kilku nieudanych próbach.

      Usuń
  4. Mnie się ten tytuł batfzo podobał, ale ja uwielbiam pióro Briggs. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę Ci, żeby Briggs napisała jeszcze bardzo dużo bardzo dobrych książek :)

      Usuń
  5. Właśnie tak wspominam tę książkę - jako lekką lekturę, która zbyt wiele nie wnosi, ale potrafi zaangażować. Czytałam ją kilka lat temu i również do niej nie wrócę, ale przyznaję, że to całkiem niezła rozrywka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że miałaś podobne odczucia :)

      Usuń
  6. To zdrówka życzę w pierwszej kolejności :)

    Sama seria leży w kręgu moich zainteresowań, ale nie wiem czy na pewno po nią sięgnę (bo jest tyle innych książek na liście).

    Co do okładki to mnie się nie bardzo podoba, ta mina dziewczyny jest jakaś taka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, przekażę plecom i krtani :D

      Myślę, że warto zerknąć na pierwszy tom - to samodzielna historia, więc nie trzeba wnikać w kolejne części, co dla mnie jest dużym plusem.

      A co do okładki - zasłoń jej twarz. Uważam, że kolorystyka i sam klimat okładki są całkiem fajne. Ale przyznaję, że z twarzą i włosami definitywnie jest coś nie w porządku...

      Usuń
  7. Mi bardzo przypadła do gustu, właśnie zaczynam drugi tom :)
    Malwina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim wypadku życzę udanej lektury :)

      Usuń
  8. Widziałam ją już wiele razy, ale wciąż miałam wątpliwości. Mimo, iż są pewne aspekty w tej książce, które mnie ciekawią to chyba jednak nie jest dla mnie. Jeżeli styl jest niezbyt satysfakcjonujący to mógłby mnie naprawdę mocno poirytować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ten styl zmęczył, bo chwilami przyjmował formę relacji zdarzeń: "Co tydzień robię to, to i to, bo coś tam, ale w tym tygodniu wyjątkowo uznałam, że mogę zmienić plany i zrobić coś innego". To trochę naciągany sposób przekazywania czytelnikowi wiedzy, ale wiem, że jest duże grono ludzi ceniących sobie taki "bliski" kontakt z postacią.

      Usuń