13 stycznia 2021

Małe Licho..., Marta Kisiel

Wiedźmowa głowologia, recenzja książek, książki dla dzieci, fantastyka, wydawnictwo Wilga

Nie jestem wielką miłośniczką twórczości Marty Kisiel, a Dożywocie ledwo zmęczyłam. Wychodzę z założenia, że humor, zabawne postaci i scenki sytuacyjne nie są w stanie zastąpić fabuły ani pozostałych istotnych elementów powieści. Zostałam jednak zachęcona do bliższego zapoznania się z Małym Lichem stwierdzeniem, że fabuła jest, a i owszem, a do tego te zabawne postaci są wyjątkowo strawne w dziecięcej wersji. No cóż, tylko kamień nie zmienia zdania, prawda? No więc zasiadłam do czytania, a częściowo również do słuchania. I wiecie co? Przeczytałam (i odsłuchałam) trzy części: Małe Licho i tajemnica Niebożątka, Małe Licho i anioł z kamienia oraz Małe Licho i lato z diabłem. Kilka razy naprawdę się uśmiechnęłam, a to rzadko mi się zdarza.

Bożek mieszka w domu z mamą, wujkiem, wujaszkiem, dwoma potworami, czterema niemieckimi widmami, hordą różowych królików, no i z dwoma aniołami. Jeden z nich jest szczególnie istotny, bo to nie jest taki sobie, o, zwykły anioł. To anioł stróż. Co prawda chodzi w za dużej koszulce i bamboszkach i ma alergię na pierze, więc ciągle kicha, ale za to jest najukochańszy na świecie. I jest doskonałym kompanem zabaw wszelakich. A to jest bezcenne z perspektywy dziewięcioletniego chłopca, który spędza większość czasu właśnie w ten sposób. Przynajmniej do czasu, gdy wujek Konrad (o zgrozo!) uznaje, że czas puścić chłopca do szkoły. I to mimo jego dziwnej przypadłości...

To niesamowite, ale w Małym Lichu Marcie Kisiel udało się to, czego nie dokonała w Dożywociu – stworzyła spójną, ciekawą i intrygującą fabułę, która się dzieje, a bohaterowie muszą sobie jakoś z nią poradzić. Oczywiście nie jest to fabuła skomplikowana, ale angażuje, a ja niczego innego nie oczekuję po książce dla dzieci. Liczy się to, że ma solidne, niewydumane podstawy, a przy tym jest mądra w uroczy i zabawny sposób. Pierwsza część kręci się wokół tajemnicy Bożka (i ma rozczulające zakończenie), druga zawiera świetną przygodę zahaczającą o przednadpiekle, a trzecia... no... jest. Jest najsłabsza i nieco irytująca, zarówno w warstwie fabularnej, bo omija punkt kulminacyjny, żeby nie było zbyt drastycznie dla dzieci, jak i postaciowej – Witku, nie lubimy się, oj, nie lubimy. A ty, ciociu Odo, bywasz wredną małpą, ot co.

Postaci, które wcześniej wywoływały uśmiech, czasem radości z powodu absurdu, a czasem zażenowania, też jakby zyskały drugie życie i nabrały sensu w zestawieniu z prostą, dziecięcą logiką. Niby nic się nie zmieniło, a jednak zmieniło się wszystko. Licho, które stanowiło niemal niestrawny kontrast w połączeniu z Konradem, idealnie pasuje do Bożka. Z jednej strony jest głupiutkie, co sprawia, że główny bohater uczy je świata i się nim opiekuje, a z drugiej strony jest pełne empatii i miłości, którą przekazuje swojemu chłopcu. Bardzo to ładne i ciepłe.

Tak naprawdę trudno doszukać mi się jakichkolwiek minusów – i po prawdzie wcale nie chcę tego robić. Powieści są bardzo przyjemnie skonstruowane i świetnie obrazują sposób myślenia dziecka i tego, jak patrzy ono na świat. Bohaterowie są, mają charakter, nawet jeśli stanowią jedynie tło dla historii Bożka, a fabuła jest adekwatna dla młodego czytelnika, ale nie infantylna. Pod tym względem druga część podobała mi się najbardziej.

Tak jak wspominałam na początku: od razu połknęłam trzy części. Fragmenty odsłuchałam w formie audiobooka na spacerach z psem i powiem tyle – jeśli będziecie mieli okazję, koniecznie przesłuchajcie przynajmniej Małego Licha i anioła z kamienia. Lektor wykonał kawał świetnej roboty, wcielając się w poszczególne postaci i naśladując ich głosy. Nie ma najmniejszej wątpliwości, kiedy odzywa się która postać, a Bazyl... O mamo... Bazyl w wykonaniu pana Wojciecha Chorążego jest zabójczy. Można paść ze śmiechu.

Podsumowując, tak, tak i jeszcze raz tak. Bezapelacyjnie jest to najlepsza rzecz, którą przeczytałam spod pióra Marty Kisiel, i z chęcią poznam kolejne przygody Bożka i jego wesołej, nie do końca normalnej rodzinki. Co więcej, podejrzewam, że książki sprawią równie dużą radość osobom, które znają Dożywocie, Siłę niższą i Oczy uroczne, bo pozwoli im to na wyłapywanie smaczków przed wszystkimi i będzie stanowić sentymentalną podróż do znanych bohaterów, jak i tym, które nigdy wcześniej nie spotkały się z twórczością autorki. No cóż, jakkolwiek by to nie brzmiało w kontekście mojego wieku i zainteresowań czytelniczych: polecam :)


Za książki do recenzji dziękuję grupie wydawniczej Foksal oraz wydawnictwu Uroboros.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz