Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty

16 maja 2022

Awantura w salonie gier, Brandon Mull

Dzisiaj będzie krótko, bo tradycyjnie trudno pisać o kolejnych tomach bez spoilerów. „Awantura w salonie gier” to drugi tom cyklu „Wojna cukierkowa” autorstwa Brandona Mulla. Wracamy w nim do bohaterów znanych z pierwszej części i ponownie towarzyszymy w odkrywaniu magicznego świata. Tym razem całość kręci się wokół salonu gier i tajemniczych pieczątek, które można wymienić za horrendalnie dużą liczbę wygranych kuponów. W co tym razem wplątali się Nate, Summer, Trevor, Gołąb i… Lindy?

Nie chcę wchodzić za bardzo w fabułę, żeby nie zdradzić zbyt wiele z pierwszego tomu, dlatego powiem tylko, że jeśli komuś nie odpowiadał główny trzon fabuły w „Wojnie cukierkowej”, to ta książka też mu nie podejdzie. Bo o ile w pierwszej części przyjęłam konwencję bez większych zastrzeżeń, bo dzieciaki nie znały świata i nie miały świadomości, o co toczy się gra, tak teraz już doskonale znały stawkę. A ja miałam wrażenie, że bohaterowie są starsi… i głupsi. Wplątali się w analogiczną sytuację, tyle że tym razem wiedzieli, że postępują źle, i świadomie uciszali sumienie, aby mieć szansę gdzieś kiedyś popsuć intrygę. Trochę to naciągane i męczące.

10 października 2021

Wojna cukierkowa, Brandon Mull


Nikogo chyba nie zdziwi, jak powiem, że uwielbiam twórczość Brandona Mulla. Mało który pisarz tworzy tak przemyślane książki i wykazuje się tak ogromną kreatywnością. Wojna cukierkowa jest tego doskonałym potwierdzeniem.

13 stycznia 2021

Małe Licho..., Marta Kisiel

Wiedźmowa głowologia, recenzja książek, książki dla dzieci, fantastyka, wydawnictwo Wilga

Nie jestem wielką miłośniczką twórczości Marty Kisiel, a Dożywocie ledwo zmęczyłam. Wychodzę z założenia, że humor, zabawne postaci i scenki sytuacyjne nie są w stanie zastąpić fabuły ani pozostałych istotnych elementów powieści. Zostałam jednak zachęcona do bliższego zapoznania się z Małym Lichem stwierdzeniem, że fabuła jest, a i owszem, a do tego te zabawne postaci są wyjątkowo strawne w dziecięcej wersji. No cóż, tylko kamień nie zmienia zdania, prawda? No więc zasiadłam do czytania, a częściowo również do słuchania. I wiecie co? Przeczytałam (i odsłuchałam) trzy części: Małe Licho i tajemnica Niebożątka, Małe Licho i anioł z kamienia oraz Małe Licho i lato z diabłem. Kilka razy naprawdę się uśmiechnęłam, a to rzadko mi się zdarza.

8 lipca 2017

Koralina, Neil Gaiman

Wiedźmowa głowologia, recenzje książek, fantastyka, Wydawnictwo MAG

Ostatnio doszłam do wniosku, że chyba sama siebie oszukuję. Zawsze twierdziłam, że nie przepadam za twórczością Neila Gaimana, że mnie nie porywa i nie wywiera na mnie większego wrażenia. A jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że przeczytałam pięć jego książek (sześć, jeśli liczyć Dobrego omena, którego napisał razem z Terrym Pratchettem) i zasadniczo wszystkie mi się podobały. Może nie popadam w zachwyt i nie rzucam wszystkiego, gdy tylko zobaczę jego nazwisko, ale chyba najwyższy czas przyznać, że po prostu lubię, jak pisze i co pisze. Jest kreatywny i nie ogranicza się do jednego typu książek. No i podoba mi się sposób, w jaki wykorzystuje wierzenia, podania, legendy miejskie itp.

Skoro w końcu przyznałam się (przed samą sobą), że lubię książki Gaimana, to uznałam, że czas sięgnąć po coś nowego. Koralina jest cieniutką powieścią skierowaną do młodszych czytelników i nie byłoby w tym pewnie nic nadzwyczajnego (może poza tym, że czyta ją stara baba), gdyby nie fakt, że jest to horror dla dzieci. Zresztą sami sprawdźcie, czy nie poczujecie ukłucia niepokoju.

9 stycznia 2017

Czarnoksiężnik z krainy Oz: Dorotka największym złem?

Czarnoksiężnik z krainy Oz: Dorotka największym złem? | Wiedźmowa głowologia
Dlaczego dorosły człowiek sięga po książki dla dzieci? Na ogół dlatego, że ma do nich sentyment, chce je sobie odnowić lub nigdy wcześniej ich nie czytał, a uważa, że powinien. W grudniu sięgnęłam po The Wonderful Wizard of Oz autorstwa Lymana Franka Bauma. Książkę dostałam od wydawnictwa [ze słownikiem], które oferuje angielską klasykę z trzema słownikami, dzięki czemu czytanie w oryginale staje się bardzo proste i przyjemne. Więcej na ten temat możecie przeczytać w poście o tym jak zaczęłam czytać książki po angielsku.

Czarnoksiężnika z Krainy Oz czytałam kilkukrotnie, ale ostatni raz pewnie w wieku 9 lat. W związku z tym można powiedzieć, że musiałam zestawić swoje wrażenia z wczesnego dzieciństwa z odbiorem dorosłej kobiety. Podobne rozbieżności w poglądach i odczuciach miałam przy okazji czytania Małego Księcia, jednak tutaj jestem w prawdziwym szoku... Zupełnie nie pamiętałam niektórych scen i aż się zastanawiam, czy to możliwe, żebym w dzieciństwie czytała ocenzurowaną wersję. Serio!