Po Balladę o przestępcach sięgnęłam spontanicznie. Przeczytałam kilka pozytywnych recenzji i jedną bardzo negatywną i uznałam, że mam ochotę na coś, co wzbudza kontrowersje. Temat wydawał się ciekawy, w końcu łotry zawsze są w cenie, a klimat XIV-wiecznego Londynu ma w sobie swoisty urok. Niestety Marcin Hybel nie mógł się zdecydować, o czym powinna być ta powieść, dla kogo ją napisać ani w jaki sposób to zrobić. Wyszło więc przeciętnie, żeby nie powiedzieć, że słabo. Zresztą - oceńcie sami.
Will i Gilbert pochodzą z rodziny cyrkowców. Niestety w trakcie podróży padają ofiarą rozbójników i wszyscy poza chłopcami giną. Herszt zabiera dzieci do miasta, gdzie dobrze prosperująca gildia rzezimieszków decyduje o ich przyszłości. 12-letni Will ma smykałkę do akrobatyki i zadatki na świetnego złodzieja, a 8-letni Gilbert o anielskiej buźce i blond loczkach zwraca uwagę przywódcy kasty morderców. Chłopcy rozpoczynają od najniższego szczebla kariery, czyli żebractwa, aby stopniowo zdobywać kolejne umiejętności w zbójnickim fachu.
