Problem z fantastycznymi młodzieżówkami polega na tym, że jest ich zwyczajnie za dużo. Z tego powodu bardzo łatwo trafić na coś bezsensownego i tak słabego, że człowiek cierpi, że zmarnował tyle czasu. Z drugiej strony chętnie „odmóżdżam się” przy takich historiach, więc wciąż ryzykuję. Czasem się udaje, a czasem nie. Jak było w przypadku Okrutnego księcia autorstwa Holly Black?
