Grzegorz Wielgus zaproponował mi przeczytanie swojej książki. Opisał ją jako powieść z pogranicza fantastyki i horroru, napisaną zgodnie z duchem gotyckiego średniowiecza i inspirowaną twórczością Hieronima Boscha i Stefana Grabińskiego. Nigdy nie przeczytałam żadnej książki Grabińskiego (chociaż na półce od lat stoi Demon ruchu i inne opowiadania), ale myślałam, że wiem, czego się spodziewać po tym opisie. Dla pewności przejrzałam jeszcze kilka opinii, przyznaję, dość pobieżnie, żeby przez przypadek nie popsuć sobie przyjemności z lektury. Cały czas niepokoił mnie ten horror i Grabiński, ponieważ na ogół nie czytam powieści grozy, ale uznałam, że warto wyjść ze swojej strefy komfortu, żeby poznać coś nowego. Poza tym czułam się zaintrygowana, dlatego ostatecznie zdecydowałam się przeczytać Krzyżowca.
Historia zaczyna się w klasztorze, w którym od wielu lat przebywa Rycerz. Postanawia samodzielnie nałożyć na siebie pokutę i udać się do Ziemi Świętej, gdzie mógłby zmazać grzechy poprzedniego życia. Nie będzie to łatwa podróż, ponieważ po ziemi chodzą potwory – zarówno prawdziwe bestie, jak i zwyrodnialcy napawający się cudzym nieszczęściem. Są jeszcze chorzy na dżumę, która akurat rozprzestrzenia się po całej Europie. Czy w tym okrutnym świecie Krzyżowiec zdoła powstrzymać się przed bezsensownym rozlewem krwi i odbędzie pokutę?
