4 lipca 2017

Cesarz Ośmiu Wysp, Lian Hearn

Wiedźmowa głowologia, fantastyka, recenzje książek, Wydawnictwo MAG, Opowieści o Shikanoko

Cesarz Ośmiu Wysp autorstwa Lian Hearn od pierwszej chwili zachwycił mnie piękną okładką, a kiedy zobaczyłam, że krawędzie stron są zabarwione na czerwono, to po prostu się zakochałam i nie było opcji, żebym odpuściła sobie tę pozycję. Tak, przyznaję, wylazła ze mnie sroka okładkowa. Ale spokojnie, to nie jest tak, że książka nijak nie odpowiada moim gustom czytelniczym, ponieważ od czasów Shoguna Jamesa Clavella mam niezwykłą słabość do dawnej Japonii.

Blurb doskonale oddaje szeroki wachlarz fabularny tej powieści, dlatego wyjątkowo postanowiłam go wykorzystać:

Ambitny władca zostawia swojego bratanka na pewną śmierć i przejmuje jego ziemie.
Uparty ojciec zmusza młodszego syna, żeby oddał swoją żonę starszemu bratu.
Tajemnicza kobieta szuka pięciu ojców dla swoich dzieci.
Potężny kapłan ingeruje w sprawy sukcesji Lotosowego Tronu.

To tylko jedne z licznych splątanych nici tych opowieści, które autorka umiejscowiła w mitycznej średniowiecznej Japonii, zamieszkałej przez wojowników i zabójców, opiekuńcze i złe duchy.
 
(opis z czwartej strony okładki)

Od siebie dodam jeszcze, że Cesarz Ośmiu Wysp to powieść o dorastaniu i dojrzewaniu. Wraz z rozwojem historii zmieniają się postawy, zachowania i poglądy wielu postaci - i tych młodych, i tych dorosłych, rzekomo ukształtowanych. Za sprawą swoich mentorów Shikanoko przechodzi najbardziej widoczną przemianę, jednak nie można zapominać o Akihime, Hinie czy Poparzonych Braciach. Każda z tych osób wzbogaciła się o szereg nowych doświadczeń, które zupełnie zmieniły jej poglądy na świat i życie.

Zresztą postaci to jeden z najmocniejszych elementów książki. Wszyscy bohaterowie zostali bardzo dobrze przedstawieni i stanowili intrygującą mieszankę. Hearn zadbała o ich różnorodność zarówno pod względem poglądów, charakterów, jak i przynależności do grup społecznych i kastowych. W ten sposób zyskała możliwość ukazania rozmaitych struktur społecznych Japonii, jej kultury, obyczajów i wierzeń. Za sprawą postaci czytelnik poznaje mitologię i magiczny mistycyzm Dalekiego Wschodu oraz dowiaduje się, jak wyglądała hierarchia władzy, komu i w jaki sposób należało oddawać szacunek, a także gdzie w tym zmaskulinizowanym świecie było miejsce kobiet. Należy zdawać sobie sprawę, że autorka stworzyła surowy kraj, odpowiadający średniowiecznej Japonii, gdzie wszelkie oznaki nieposłuszeństwa karano z pełną bezwzględnością. W związku z trzeba liczyć się ze śmiercią wielu bohaterów.

Cesarz Ośmiu Wysp został podzielony na rozdziały odpowiadające różnym postaciom. Dzięki temu historia rozgrywa się na kilku płaszczyznach równocześnie, a losy poszczególnych bohaterów przeplatają się ze sobą w zaskakujący sposób. Dużym atutem jest też to, że autorka przyjmuje narracje wszystkich stron konfliktów, więc czytelnik może zrozumieć ich pobudki. Wszystko to sprawia, że każda strona intryguje i mocniej wciąga w fabułę.

Całość jest opisana oszczędnym, ale starannym stylem. Kompozycja książki doskonale wpisuje się w ducha surowych wojowników, mistycyzmu i dzikiej magii. Każde zdanie jest na wskroś japońskie i nadaje powieści niesamowitego klimatu. Podoba mi się też to, że Hearn nie rozdmuchuje historii do granic możliwości i nie przedłuża jej bez potrzeby. Czytelnik dostaje spore pole do popisu dla swojej wyobraźni, jednak wszystko, co najważniejsze, znajdzie na kartach powieści. W ten sposób na niespełna 400 stronach mieszczą się dwie części Opowieści o Shikanoko

Jedyny zarzut, jaki mam do wydania, to brak mapy świata. W historii przewija się bardzo dużo lokalizacji i czasami miałam problem, żeby je jakoś sensownie umiejscowić. Niejednokrotnie wydawało mi się, że znajdują się bardzo daleko od siebie i podróż z miejsca na miejsce zajmuje kilka tygodni, a później okazywało się, że drogę można przebyć w kilka dni. Mapa naprawdę bardzo by tu pomogła.

Podsumowując, Cesarz Ośmiu Wysp jest bardzo dobrą pozycją przesyconą duchem Japonii. Nieco baśniowa i magiczna, chociaż przy tym dość brutalna oprawa sprawia, że historia jest naprawdę godna uwagi. Polecam ją wszystkim, którzy nie obrażają się na autora, który zabija ich ulubione postaci oraz tym, którzy lubią japońskie klimaty.


---
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam Fantastykę.

10 komentarzy:

  1. Książka cały czas leży u mnie, ale mam zamiar się za nią wziąć w tym miesiącu :) Najbardziej mnie kręcą te japońskie klimaty. Okładka faktycznie jest śliczna. Ja jestem z tych, co map nie potrzebują, więc to mi akurat nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś mnie nie dziwi, że masz ją na półce i planujesz się za nią zabrać :D Czasami mam wrażenie, że mogłybyśmy mieć wspólny regał z książkami, bo bardzo często czytamy to samo :D

      Widziałam w podsumowaniu, że lubisz japońskie klimaty. Pod tym względem Opowieść o Shikanoko powinna Cię usatysfakcjonować. Jestem w trakcie czytania Pana Ciemnego Lasu i każda strona ma w sobie jakiś japoński klimat. Nie wiem, jak to inaczej określić, ale to chyba kwestia tego oszczędnego, a przy tym magicznego stylu. Niby wszystko jest pisane wprost, a przy tym pozostaje sporo tajemnic i niedopowiedzeń. Tak na granicy uchwytności. Nie umiem tego dobrze opisać. Może Tobie się uda :)

      Problem z brakiem mapy polega na tym, że lokalizacji jest sporo, postaci ciągle się pomiędzy nimi przemieszczają i czasem trudno jest określić ryzyko spotkania, gdy nie masz pojęcia, w jakiej odległości od siebie są bohaterowie. Generalnie mapa dużo by ułatwiła.

      Usuń
    2. Coś w tym jest xD

      Chyba rozumiem, o co Ci chodzi :) Właśnie dla tej japońskości kupiłam Cesarza. Drugim powodem jest to, że ciekawi mnie japońska fantastyka. Poza tym w takich książkach też można poznać kraj od wewnątrz, nawet jeśli to fantastyka :)

      Nie twierdzę, że mapa jest niepotrzebna albo że ja potrafiłabym określić miejsca bez niej, tylko o to, że ja po prostu nie zwracam uwagi na takie rzeczy xD Dlatego mapy są dla mnie tylko estetycznym dodatkiem do książki. Podziwiam osoby, które co i rusz zerkają na takie mapy by wszystko dokładnie śledzić :)

      Usuń
  2. T wydanie to nie tylko Tobie się tak spodobało. Mi też - chociaż ma jedną wadę, brak mapki, co już zauważyłaś, a w kolejnym tomie jeszcze brak glosariusza. Ale poza tym typowy MAG - czyli wydanie pierwsza klasa, dlatego też uwielbiam ich książki. Sama pozycja Hearn też mi się bardzo podobała, mimo że krótka, to jednak jakby tej treści pełno, wiele informacji, przygód, akcji, ciekawych postaci. W zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Poczytałbym jeszcze coś od niej, ale chyba na razie nic z Maga nie będzie. Bardzo przypadło mi do gustu azjatyckie fantasy, bo tak ciągle ta Europa i Stany. Polecam Ci bardzo cykl Kena Liu, jeśli jeszcze nie czytałaś. .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy tom jest bardzo dynamiczny, a postaci wyjątkowo zróżnicowane, dzięki czemu wydaje się, że książka jest przesycona treścią. W drugim tomie jest z tym trochę gorzej.

      Kupiłam Królów Dary (bo wydawnictwo odmówiło wysyłki... Akurat trafiłam na zmianę polityki :D), więc mam nadzieję, że niedługo się za nich zabiorę.

      A klimaty azjatyckie w ogóle mają klimat - np. bardzo lubię twórczość Clavella.

      Usuń
    2. Ja czytałem tylko Shoguna, dość dawno, ale obiecałem sobie wrócić, bo pisze świetnie. Nie wiem kiedy, ale na pewno jeszcze sięgnę po jego książki, bo mi też te azjatyckie klimaty bardzo leżą.

      Usuń
  3. Kusisz. Pożyczyłabym od Ciebie, ale dalej się waham po rozczarowaniu, jakim była wiele lat temu "Po słowiczej podłodze". Niby teraz mogłabym odebrać tę autorkę (i te klimaty) zupełnie inaczej, ale trochę się boję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, najwyżej odłożysz na półkę :) A potem oddasz mi po 10 latach xD Tak jak ja Tobie niektóre książki :D

      Usuń
  4. Więc tak, po pierwsze - piękna okładka. Po drugie - bardzo ładne zdjęcie :D A po trzecie - miałam nic nie kupować, a kusisz mnie tą książką xd

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - zgadzam się. Po drugie - dziękuję :) A po trzecie - kuszę, kuszę! :D

      Usuń