24 lipca 2017

Blackout, Marc Elsberg

Wiedźmowa głowologia, recenzje książek, sensacja, powieść katastroficzna, wydawnictwo W.A.B.
Blackout to pierwsza książka Marca Elsberga, którą przeczytałam, a wszystko za sprawą Kasi z Kącika z Książką. To ona poleciła mi tę powieść jako najlepszą na rozpoczęcie przygody z autorem. I właśnie sobie uświadomiłam, że ta rekomendacja była na tyle przekonująca, że nie przeczytałam opisu z czwartej strony okładki ani żadnej recenzji. Zabrałam się za lekturę z czystym umysłem, mając jedynie szczątkową wiedzę, o czym w ogóle jest ta powieść.

W całej Europie doszło do awarii prądu. Elektrownie nie działają, społeczeństwo panikuje, a świat pogrąża się w chaosie. Państwa powołują sztaby kryzysowe, pracownicy elektrowni próbują rozwiązać problemy i przywrócić energię elektryczną, a zwykli ludzie chcą tego, co im się należy - normalnego życia. Wydaje się, że to zwykły kryzys, który uda się zażegnać w ciągu maksymalnie kilku godzin, jednak włoski informatyk podejrzewa, że za sprawą kryje się znacznie więcej. Tylko czy w tym zamieszaniu ktokolwiek wysłucha byłego hakera?

Marc Elsberg stworzył niepokojącą i zatrważająco prawdopodobną wersję wydarzeń w przypadku współczesnej klęski żywiołowej. Na co dzień człowiek nawet nie zastanawia się, jak wiele rzeczy działa dzięki dostępowi do energii elektrycznej i jakie konsekwencje niesie ze sobą choćby krótkotrwały blackout. W bardzo krótkim czasie zaczyna brakować dosłownie wszystkiego: jedzenia, wody pitnej, ciepła, leków, możliwości zadbania o higienę osobistą, bezpieczeństwa... Wymieniać można by naprawdę długo. Niedziałająca sygnalizacja świetlna potęguje liczbę wypadków samochodowych, ludzie są uwięzieni w windach i metrach, szpitale działają na zapasowych agregatach, które przecież nie będą funkcjonowały w nieskończoność (co w przypadku aparatur podtrzymujących życie jest równoznaczne ze śmiercią wielu pacjentów), kanalizacja nie odprowadza ścieków z toalet, więc rośnie ryzyko epidemii, nie działają dystrybutory umożliwiające zatankowanie paliwa... I to jedynie niewielki odsetek problemów, z którymi borykałyby się sztaby kryzysowe. Bo są jeszcze np. elektrownie jądrowe, które zwyczajnie muszą działać, aby chłodzić reaktory jądrowe.

Co prawda miałabym kilka zarzutów do niektórych rozwiązań, kolejności podejmowanych decyzji czy czasu oczekiwania na "pomoc z zewnątrz", ale powiedzmy, że przyjmuję argumentację autora, który w posłowiu zaznaczył, że z premedytacją pozmieniał część rzeczy, aby nie ułatwiać zadania potencjalnym terrorystom. No niech będzie...

Przyznaję też, że początkowo miałam problem, żeby wczuć się w fabułę i odnaleźć w zlepku losowych historii, ponieważ Elsbergowi brakuje lekkości pisania, jednak im dalej, tym więcej przyjemności czerpałam z lektury. Ostatecznie uważam, że autor dobrze zrównoważył część fabularną i opisową. Pomiędzy indywidualnymi tragediami pojawiały się działania rządowe i próby rozruchu elektrowni. Rozdziały były krótkie, więc fragmenty techniczne szybko mijały, a postaci, które z anonimowych i losowych ludzi "z ulicy" stopniowo stawały się ważnymi bohaterami o kluczowej roli w przebiegu historii, coraz bardziej angażowały czytelnika, by ostatnie włączyć syndrom "jeszcze jednego rozdziału". Podobało mi się, że bohaterowie pochodzili z różnych państw, a mimo to ich losy bardzo sprawnie przeplatały się ze sobą, jeszcze bardziej wciągając w powieść. 

Szczególnie dobrze czytało mi się wątek Manzana, nawet jeśli sama postać była tak inteligentna, mądra, sprytna i domyślna, a przy tym tak zdeterminowana, że chwilami aż trudno było uwierzyć, że cały sztab geniuszy nie wpadł na to, co udało się temu jednemu człowieczkowi. Mimo to jego historia była najbardziej ekscytująca i idealnie oddała sensacyjno-katastroficzny charakter powieści.

I na zakończenie kilka słów o okładce. Jest genialna! Świetnie pasuje do klimatu książki, czarne tło oddaje sedno fabuły, podobnie jak symbol power wkomponowany w "o". Po raz kolejny okazało się, że minimalizm jest dobrym kierunkiem podczas tworzenia okładek i może przykuć uwagę równie dobrze (albo i lepiej), co kolorowa i wymuskana grafika.

Podsumowując, Blackout to doskonała powieść sensacyjna opisująca konsekwencje współczesnej katastrofy. Wywołuje emocje, szczególnie niepokój, zmusza do refleksji i skłania do zastanowienia się nad priorytetami oraz sposobem zachowania w przypadku takiej sytuacji. Polecam tym, którzy lubią patrzeć dalej niż sięga powieść i cenią sobie przemyślenia po lekturze.


--- 
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Łów Słów.

20 komentarzy:

  1. Miałem ją kiedyś w planach, ale jakoś nie złożyło się, żeby trafiła na moją półkę. Może jeszcze dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że warto, więc jak tylko wpadnie Ci w ręce, to się nie wahaj :)

      Usuń
  2. Ja po przeczytaniu "Helisy" nie mam ochoty przynajmniej na chwilę obecną na sięganie po inne książki autora. Choć wiele osób twierdzi, iż to właśnie "Black Out" jest tą najlepszą pozycją od autora, więc może jednak kiedyś... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kasi odpuściłam sobie Helisę i skusiłam na Blackout. Pisała, że w Helisie brakuje napięcia i jakiegoś sensownego rozwiązania akcji, co trochę mnie zniechęciło.

      Jeśli będziesz miała okazję, to mimo wszystko sięgnij po Blackout :)

      Usuń
  3. A tak dzisiaj myślałam, że dawno już nic nie pisałaś i pewnie zaraz będzie notka :) Czytam teraz coś podobnego w tym sensie, że też jest masowa, postępująca awaria prądu i zaczyna wszystkiego brakować, ale zupełnie mnie to nie wciąga, utknęłam gdzieś w połowie. Za Blackout raczej nie zamierzam się brać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam lekki kryzys blogowy i jakoś nie szło mi pisanie, ale mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej :)

      O, a jaki tytuł? Bo faktycznie brzmi podobnie :D

      Usuń
    2. Spoko :) Ja na takie chwile staram się mieć w zapasie jakieś gotowe posty, problem w tym, że czasem nawet i tych postów mi się nie chce ogarniać jak mam kryzys.

      "Rozgwieżdżone niebo" Lars Wilderäng. Czerwcowa nowość MAGa, z tym że to pierwszy tom serii.

      Usuń
    3. Ja jak mam w zapasie, to wrzucam co dwa dni, a potem przychodzi kryzys i jest problem :D

      Aaa... No przecież. Rozmawiałam na jej temat z Hrosskarem i jak wyszło, że to pierwszy tom serii, to uznałam, że na razie sobie odpuszczę. Szkoda, że niefajne, bo miałam nadzieję na dobrą lekturę w przyszłości.

      Usuń
    4. Właśnie dlatego ja się powstrzymuje przed zbyt częstym publikowaniem... a przynajmniej się staram :D Jeszcze teraz mam wakacje, a w pracy totalny luz bo firmy mają przestoje, więc mogę czytać i pisać w nadmiarze, a potem jak wrócę na ziemię, to się zaczną schody... ;)

      Co do książki to nie mówię, że nie fajne, po prostu mnie nie wciąga i trochę się z nią męczę :) Raczej określiłabym ją jako przeciętną.

      Usuń
  4. Ja tez chwile temu przeczytalam Black out i rowniez mam podobne zdanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Tobie też książka przypadła do gustu ;)

      Usuń
  5. Yay! Bardzo się cieszę, że Cię zachęciłam, a tym bardziej, że książka Ci się spodobała :)
    Jak dotąd za mną 3 powieści Elsberga i Blackout był chyba najlepszy, co nie znaczy, że pozostałe są kiepskie. Teraz możesz sięgnąć po "Zero" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, że mnie zachęciłaś i że książka mi się podobała :D
      Zero czeka na swoją kolej, ale najpierw wezmę solidny oddech i poczytam coś innego :)

      Usuń
    2. Elsberga poznawałam tylkow formie audiobooków, ale to chyba niezłe cegiełki są, prawda?

      Usuń
    3. Czytnik ważył tyle samo, co wcześniej, więc trudno mi określić :D

      Usuń
  6. "Black out" jak do tej pory najlepsza powieść Marca Elsberga, oczywiście moim zdaniem. Czytałam także inne książki tego pana, ale żadna tak mocno nie wryła mnie w fotel jak "Black out".

    Pozdrawiam!
    mariadoeseverything.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja właśnie innych jeszcze nie czytałam, ale wiem, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z Elsbergiem.

      Usuń
  7. Miałam ją kiedyś w planach, ale później mój zapał został ostudzony, widzę, że jednak warto dać książce szansę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że warto, nawet jeśli początkowo można się trochę pogubić w wydarzeniach.

      Usuń
  8. Próbuję się za nią zabrać od dawna, ale wciąż mi gdzieś umyka. Może w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń