Blackout to pierwsza książka Marca Elsberga, którą przeczytałam, a wszystko za sprawą Kasi z Kącika z Książką. To ona poleciła mi tę powieść jako najlepszą na rozpoczęcie przygody z autorem. I właśnie sobie uświadomiłam, że ta rekomendacja była na tyle przekonująca, że nie przeczytałam opisu z czwartej strony okładki ani żadnej recenzji. Zabrałam się za lekturę z czystym umysłem, mając jedynie szczątkową wiedzę, o czym w ogóle jest ta powieść.
W całej Europie doszło do awarii prądu. Elektrownie nie działają, społeczeństwo panikuje, a świat pogrąża się w chaosie. Państwa powołują sztaby kryzysowe, pracownicy elektrowni próbują rozwiązać problemy i przywrócić energię elektryczną, a zwykli ludzie chcą tego, co im się należy - normalnego życia. Wydaje się, że to zwykły kryzys, który uda się zażegnać w ciągu maksymalnie kilku godzin, jednak włoski informatyk podejrzewa, że za sprawą kryje się znacznie więcej. Tylko czy w tym zamieszaniu ktokolwiek wysłucha byłego hakera?
