13 maja 2017

Legion, Brandon Sanderson

recenzja książki, fantastyka, Wiedźmowa głowologia

Kojarzycie Stephena Leedsa? Nie? A znacie Legiona? Tak, tak! To ten geniusz-detektyw, o którym piszą w paranormalnych czasopismach lub rozprawach doktorskich. Niektórzy twierdzą, że jest szalony lub chory psychicznie. Inni uważają, że jest opętany lub że to kosmita ukrywający się na Ziemi. Z kolei sam zainteresowany oznajmia, że jest całkowicie normalny, ponieważ zdaje sobie sprawę, że ponad czterdzieści aspektów jego osobowości tak naprawdę nie istnieje. A to, że mieszka w wielkiej willi, w której każdy aspekt ma swój pokój, jeszcze o niczym nie świadczy.

Tym razem Brandon Sanderson przeniósł nas do współczesnych Stanów Zjednoczonych i pobawił się gatunkami, próbując stworzyć lekki i dowcipny kryminał z nutą science fiction w tle. Postanowił też rozwinąć psychologiczne aspekty osobowości oraz podjął kolejną próbę zdefiniowania tożsamości człowieka (o poprzedniej próbie możecie przeczytać w recenzji Duszy cesarza). Czy osiągnął cel?

Legion składa się z dwóch opowiadań okołodetektywistycznych. W pierwszym Stephen próbuje odnaleźć aparat, który rzekomo robi zdjęcia przeszłości, a w drugim musi odnaleźć ciało. Tak, ciało, i to ludzkie. Ktoś wykradł je z prosektorium, a istnieje ryzyko, że denat ukrył w nim pewne bardzo ważne informacje.

Pod względem fabularnym książka ma sporo niedociągnięć, co jest dość niezwykłe dla twórczości Sandersona. Historie nie są szczególnie angażujące, a zakończenia mnie nie usatysfakcjonowały. Mimo to uważam, że to dobra książka. Dlaczego? Ze względu na głównego bohatera i jego liczne aspekty. 

„– Nie jestem geniuszem. Tak naprawdę jestem dość przeciętny.
– Trudno mi w to uwierzyć.
– Niech pani sobie wierzy, w co chce. Ale nie jestem geniuszem. Moje halucynacje są.
– Dzięki – powiedział J.C.
– Niektóre z moich halucynacji są – poprawiłem się.
Monica odwróciła się w moją stronę.
– Akceptuje pan to, że rzeczy, które pan widzi, nie są realne?
– Tak.
– A jednak pan z nimi rozmawia?
– Nie chciałbym zranić ich uczuć. Poza tym bywają użyteczne.
– Dzięki – powiedział J.C.
– Niektóre z nich bywają użyteczne – poprawiłem się.”*

Stephen Leeds twierdzi, że jest zdrowy na umyśle i że wcale nie jest geniuszem. Mimo to w kilka godzin potrafi zdobyć wiedzę na dowolny temat lub nauczyć się języka obcego, a przynajmniej tak to wygląda z perspektywy zwykłego człowieka. Legion widzi to nieco inaczej. Czytając podręcznik do nauki języka arabskiego, sprowadził nowy aspekt swojej osobowości - tłumacza. I to właśnie dzięki Kalyani jest w stanie porozumieć się z obcokrajowcami. Poszczególne halucynacje są więc nośnikami specjalistycznej wiedzy i Stephen może korzystać z ich pomocy wyłącznie wtedy, gdy są w pobliżu.

Niestety czytelnik poznaje jedynie kilka aspektów Legiona, a szkoda, bo to najciekawszy element książki. Najczęściej trzyma przy sobie Ivy - psychoterapeutkę o analitycznym umyśle, Tobiasa - filozofa ze schizofrenią oraz J.C. - żołnierza Navy SEAL, który nie lubi, gdy przypomina mu się, że nie jest prawdziwy. I to właśnie J.C. najbardziej mnie zachwycił. Jego paranoja, podejście do życia oraz ciągły sprzeciw wobec faktu bycia "zmyślonym przyjacielem" wielokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. 

„– Co ty tu robisz? – syknąłem.
– Mam oko na zamachowców.
– Jestem na randce!
– To oznacza, że jesteś rozproszony. Doskonała okazja do zamachu!
– Kazałem ci zostać w domu!
– Jasne. Zamachowcy też to usłyszeli. Dlatego musiałem przyjść. – Sprzedał mi kuksańca. Poczułem go. Mógł być wyobrażony, ale mnie wydawał się całkowicie realny. – Ona jest niezła, chudy. Dobra robota!
– Jest w połowie z plastiku – zauważyła oschle Ivy.
– Tak samo, jak mój samochód – sprzeciwił się J.C. – A wciąż wygląda nieźle.”

Ten fragment doskonale pokazuje trudności, z którymi boryka się Stephen. Mimo że aspekty są tworami jego wyobraźni i zdaje sobie z tego sprawę, z każdą kolejną halucynacją jest mu trudniej zachować kontrolę nad swoim życiem. Stara się nie wyobrażać sobie równocześnie więcej niż czterech postaci, ponieważ wymaga to od niego zbyt dużego skupienia i może prowadzić do różnych komplikacji. 

Nie ukrywam, że fascynuje mnie ten pomysł i sposób jego realizacji. Mogłabym przeczytać jeszcze kilka historii o niczym, byle tylko poznać inne aspekty Stephena. Tym bardziej, że każda halucynacja cierpi na jakąś chorobę psychiczną. Jest to absurdalne i genialne zarazem. Bo jak inaczej nazwać ideę aspektu, który cierpi na schizofrenię i wierzy, że ma kontakt z astronautą uwięzionym w przestrzeni kosmicznej (Stan przekazuje Tobiasowi informacje na temat pogody). Halucynacja z halucynacjami... Obłęd!

Podoba mi się też kilka wątków dotyczących potencjalnych powodów, dla których Stephen tworzy aspekty. W pewnym sensie te analizy są bardzo ciekawe z psychologicznego punktu widzenia i sprawiają, że w całej książce kryje się znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.

Uważam, że Legion jest bardzo ciekawą próbą stworzenia czegoś nietuzinkowego w normalnym świecie. Brandon Sanderson słynie głównie z wymyślnych systemów magii i rozbudowanych światów, a tutaj postanowił pobawić się postacią. Myślę, że można by zarzucić aspektom jednowymiarowość, ale w końcu zostały stworzone w konkretnym celu - są specjalistami w jednej dziedzinie wiedzy. Mimo to są naprawdę bardzo zabawne i pomysłowe (Audrey prosząca Legiona o to, żeby wymyślił jej szczeniaczka, jest urocza), a w porównaniu z przeciętnością samego Stephena wydają się jeszcze ciekawsze. Dopiero razem z nimi Legion tworzy spójną całość (lub istną wybuchową mieszankę - co kto woli).

Tak jak już pisałam: nie jest to wielkie dzieło ani super wymyślny świat. Legion ma nieco ponad 200 stron i nie oferuje żadnej fascynującej historii, jednak gdyby Sanderson napisał więcej przygód Stephena Leedsa i jego (zbyt) samodzielnych aspektów, to z chęcią bym się z nimi zapoznała.

Prawdę powiedziawszy nie wiem komu polecić tę książkę. Fani twórczości Sandersona mogą się poczuć rozczarowani, chociaż ja dostrzegam w tym pomyśle spory potencjał. Poza tym Legion jest tak krótki, że warto osobiście przekonać się, co oferuje :)

* Cytaty pochodzą z książki Legion autorstwa Brandona Sandersona.


---
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam Fantastykę.

15 komentarzy:

  1. Nie wiesz komu możesz polecić tę książkę? Mnie! :D Mam ogromną ochotę na zapoznanie się z tą książką.
    Sanderson rządzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kusi mnie, żeby edytować post i napisać: "Książkę polecam wspaniałej blogerce Czarne Espresso i nie wiem komu jeszcze" :D
      Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz, bo to jednak trochę inny Sanderson :)

      Usuń
    2. Oj, dziękuję, jakie to miłe :) <3

      Usuń
  2. Sandersona planuję sobie od dawna, nawet kupiłam jakiegoś e-booka, jednak wciąż mi nie przychodzi przeczytać.
    Wspomniałaś, że książka idealna nie jest, że może inne Jego książki są lepsze, ale ta mi się podoba. Przede wszystkim spodobały mi się użyte przez Ciebie cytaty, które sugerują, że naprawdę może być dość dowcipna. No i jest to taki dowcip w moim guście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętaj tylko, że Legion nie jest "sztandarowym" przykładem twórczości Sandersona. Na ogół skupia się na stworzeniu nietuzinkowych światów i nietypowych rodzajów magii i według mnie to właśnie to pozwoliło mu odnieść taki sukces. W Legionie tego nie uświadczysz.

      Cieszę się, że wybrałam dobre cytaty :)

      Usuń
  3. Sandersona uwielbiam, więc na pewno sięgnę po "Legion". Już nawet czeka na swoją kolej:) Fabuła trochę przypomina mi serial "Sense 8"
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tego serialu, więc nie potwierdzę ani nie zaprzeczę :D

      A co do Sandersona - również bardzo go lubię :)

      Usuń
  4. To jest książka ? Słyszałam o serialu i bardzo mnie zaintrygował. Muszę koniecznie po nią sięgnąć! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest serial? :D Muszę sprawdzić!

      Usuń
  5. "Mogłabym przeczytać jeszcze kilka historii o niczym, byle tylko poznać inne aspekty Stephena."
    Podpisuje się pod tym! Jak i pod całą recenzją, bo jak sama zauważyłaś, jesteśmy tutaj zgodne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że z mojej recenzji wynika to, co z Twojej, skoro się pod nią podpisałam :D

      Usuń
  6. Przyjemnie się ją czytało. Takie połączenie fantastyki z kryminałem czy raczej powieścią detektywistyczną dobrze autorowi wychodzi. Też miałam wrażenie, że autor nie do końca wykorzystał potencjał Legionu, dlatego fajnie by było, gdy powstały kolejne części.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłabym usatysfakcjonowana, gdyby Sanderson napisał kolejne opowiadania i opisał kolejne aspekty Stephena, a przy tym naprawdę dobrze poprowadził wątek detektywistyczny i zadbał o odpowiednie zakończenie. Te tutaj kończyły się bez fajerwerków.

      Usuń
  7. Prawie to kupiłam, ale ostatecznie się rozmyśliłam. I dobrze, bo chciałam to zrobić przed Pyrkonem (w czwartek, już w Poznaniu), a ostatecznie wydałam co miałam do złotówki ;P Poznałabym, gdyby mi wpadła w ręce, ale na razie mam mały niesmak do Sandersona po "Ostatnim imperium".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Pyrkonu :)
      Co wywołało Twój niesmak w Ostatnim imperium?

      Usuń