15 stycznia 2018

Silos, Hugh Howey

Wiedźmowa głowologia, recenzje książek, fantastyka, Papierowy Księżyc, Zmiana, Pył

Czasami trafiam na książki, które intrygują mnie samym blurbem i sprawiają, że koniecznie chcę poznać zawartą w nich historię. Lubię dostawać to, czego się spodziewałam, chociaż niespodzianki są równie przyjemne. A może nawet bardziej. Silos autorstwa Hugh Howeya zapowiadał się na ciekawą i dość niespotykaną powieść w klimacie postapokaliptycznym. Czy dostałam to, czego oczekiwałam? 

Z Ziemi, którą znamy, pozostały jedynie zgliszcza i pustkowia. Ludzie zamieszkują podziemny silos, ponieważ na powierzchni momentalnie zabiłoby ich toksyczne powietrze. Na 144 piętrach znajdują się mieszkania, maszynownie, żłobki, szpitale, pola hydroponiczne, pomieszczenia informatyczne – słowem wszystko, czego potrzeba do życia. A jeśli komuś to nie odpowiada, to zawsze może udać się na czyszczenie. Na zewnątrz. Nie wydaje się, by było zbyt wielu chętnych, tym bardziej początek powieści wzbudza konsternację, gdy stróż prawa Holston z nieprzymuszonej woli postanawia zostać czyścicielem. Prawdopodobnie odkrył to samo, co wcześniej jego żona. Ale co?

Hugh Howey nie spieszy się z wyjaśnianiem tajemnic silosu, co w sumie wychodzi całej historii na dobre. Czytelnik stopniowo poszerza swoją wiedzę, jednocześnie mając świadomość, że został dopuszczony do wąskiego grona szczęśliwców (pechowców?), którzy rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi (albo przynajmniej tak im się wydaje). Co ciekawe, im więcej wie, tym większe ma wątpliwości, czy te wszystkie zasady naprawdę są takie złe, jak początkowo zakładał. Nie jest to szczególnie częsty mechanizm w antyutopiach – system z założenia jest zły, bo główny bohater musi mieć z czym walczyć.

Takich przełamań schematycznych jest zdecydowanie więcej, co w ciekawy sposób wpływa na odbiór powieści. Na przykład Jules doskonale sprawdza się w głównej roli. Jest inteligentna (wreszcie!), dojrzała (tak!), samodzielna (cud!), ma swoje zdanie i zasady, których się trzyma, więc dość mocno wybija się na tle standardowej głównej bohaterki powieści postapokaliptycznej czy dystopijnej. Generalnie autorowi udało się stworzyć wiele przemyślanych, spójnych i ciekawych osobowości, które zmieniają się pod wpływem okoliczności i poszerzania wiedzy.

Howey powalił mnie jeszcze jedną rzeczą, na którą pewnie nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie skupił na niej pełnej uwagi czytelnika. Wyobrażacie sobie antyutopię i to w klimacie postapo, w której jednym z głównych wątków jest motyw Romea i Julii? Ha! No to Was zaskoczę – autor świetnie wplótł tę historię w całą fabułę powieści, jednocześnie ją odświeżając i dopasowując do zastanych realiów. Całość jest subtelna, a gdy lepiej się nad tym zastanowić, to motyw przewija się w odniesieniu do kilku par, które z różnych przyczyn nie mogą być razem. W pewnym sensie to może być nawet najlepszy element powieści.

Niestety nie wszystko poszło tak dobrze. Najbardziej kuleje dynamika fabuły. Tylko nie zrozumcie mnie źle, historia szybko toczy się naprzód i nie ma mowy o jakichś wielkich przestojach. Wręcz przeciwnie. Rozdziały są króciutkie, często mają po 6-8 stron, ale w pewnym momencie akcja rozchodzi się pomiędzy kilka postaci. Zmiany zachodzą tak często, że zanim porządnie wyjaśni się jakiś wątek, to rozdział już się kończy. I co robi Wiedźma? Przeskakuje kilkanaście czy kilkadziesiąt stron, żeby sprawdzić, co dzieje się z danym bohaterem, a potem wraca do miejsca, w którym skończyła. I żeby nie było – później grzecznie czyta ten fragment, który już przewertowała. A to oznacza bardzo duży spadek szybkości czytania i generuje niepotrzebną złość na samą siebie. No ale co poradzę, że wolałabym lepiej wczuć się w historię danego bohatera, a nie skakać z kwiatka na kwiatek?

Podsumowując, Silos to interesująca powieść z dojrzałymi bohaterami, w której problemy natury etycznej, filozoficznej i socjologicznej są sprytnie umieszczone w treści historii. Co prawda nie uświadczycie tu żadnych zmutowanych zombie (na szczęście!) ani żab wielkości koni, ale nadal jest to wizja nieprzyjaznego świata, w którym ludzie mieszkają na niewielkiej przestrzeni, a władza ogranicza dostęp do informacji – oczywiście w imię wyższego dobra. Brzmi jak oklepany pomysł, prawda? Na szczęście autor nie dał się schematom i w swojej debiutanckiej powieści spróbował stworzyć coś nowego – śmiem twierdzić, że z bardzo dobrym efektem. Dlatego z czystym sumieniem polecam tę książkę fanom fantastyki ze szczególnym uwzględnieniem miłośników antyutopii i postapokalipsy.


Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Papierowy Księżyc. Dziękuję :)

14 komentarzy:

  1. Brzmi bardzo interesująco, z pewnością sięgnę po tą powieść! :)
    Pozdrawiam ♥
    https://ogrodliteracki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię przekonałam :)

      Usuń
  2. Antyutopie i postapo to jak do tej pory nie moja bajka, ale chętnie przekonam się, czy ta książka przypadnie mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to takie dość nietypowe postapo, a antyutopia dla odmiany "klasyczna". Bliżej jej do Wielkiego Brata z Roku 1984 niż do takich Igrzysk śmierci. Zawsze możesz przerwać, jeśli uznasz, że to jednak nie Twoja bajka ;)

      Usuń
  3. Silos czytałam i bardzo mi się podobał. Żałuję, że niestety nie miałam okazji czytać kontynuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja właśnie zaczęłam i to taki prequel do Silosu, więc w końcu wyjaśni się, dlaczego w ogóle wylądowali tam, gdzie wylądowali i skąd to skażenie (tak myślę).

      Usuń
  4. No to powiem Ci, że w postapo, które ja czytałam, prawie zawsze jest wątek miłosny rodem z Romka i Julki xD
    Nie wiem no, na takie trafiam :<
    Nawet kiedyś się zastanawiałam nad tą serią, ale stwierdziłam, że jeżeli w ogóle, to pewnie przeczytam ją za jakieś 50 lat, więc odpuściłam xD
    Pozdrawiam ciepło :)
    Niekulturalna Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie jest wątek w stylu: Ojejejej, nie możemy być razem, a w dupie z tym, i tak będziemy, yay! Bo mam wrażenie, że ostatnio to wygląda mniej więcej tak. Tutaj Howey pokazuje prawdziwe dramaty ludzkie i w taki ładny i czasami wręcz metaforyczny sposób wykorzystuje ten motyw. No bo trudno być z ukochaną, która rozkłada się na zboczu wzgórza i możesz ją oglądać wyłącznie przez szybę najwyższego piętra silosu, prawda?

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Zdaje się, że to coś dla mnie :-) Muszę poszukać jej w swojej bibliotece :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam właśnie postapo młodzieżowe, w którym nie ma wątku romantycznego. To jest dopiero łamanie schematów! xD (może mnie jeszcze autorka zaskoczy na ostatnich stronach, ale liczę, że jednak zostawi sobie to chociaż na kolejne tomy).

    "Jules doskonale sprawdza się w głównej roli. Jest inteligentna (wreszcie!), dojrzała (tak!), samodzielna (cud!)" - padłam ;) Widzę, że dalej mamy te same problemy co do głownych bohaterek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! Jako że czytałam opis na okładce, to od razu wizualizował mi się kaprawy romans między głównymi bohaterami, więc jestem bardzo zaskoczona, że jednak nie :D

      No ale serio - ma charyzmę i jest dojrzała, a nawet inteligentna. To się chwali! :D

      Usuń
  7. Ja na pewno będę chciała przeczytać i mam nadzieję, że mi nie będzie przeszkadzało to latanie z kwiatka na kwiatek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja miałam z tym problem, ale generalnie jestem z tych, co to sobie spoilerują zakończenia, więc może Tobie pójdzie lepiej ;)

      Usuń