Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierowy Księżyc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierowy Księżyc. Pokaż wszystkie posty

14 kwietnia 2018

Scarlet, Marissa Meyer [przedpremierowo]

Wiedźmowa głowologia, recenzje książek, fantastyka, Saga Księżycowa, wydawnictwo Papierowy Księżyc
Niedawno czytałam i recenzowałam Cinder, a teraz nadeszła kolej na Scarlet, czyli drugi tom Sagi Księżycowej autorstwa Marissy Meyer. Jeśli ktoś ma nadzieję na kolejny retelling baśni, to się nie zawiedzie. Tym razem autorka zaprezentowała czytelnikom swoją wersję Czerwonego Kapturka. 

Scarlet Benoit mieszka na farmie we Francji, gdzie wiodłaby szczęśliwe i spokojne życie, gdyby nie fakt, że ponad dwa tygodnie temu zaginęła jej babcia. Niestety ani policja, ani okoliczni mieszkańcy nie poczuwają się do odnalezienia staruszki, więc dziewczyna postanawia wziąć sprawę we własne ręce. Wydarzenia nabierają tempa, gdy poznaje tajemniczego pięściarza Wilka, który oferuje jej pomoc... W tym samym czasie Cinder zmaga się ze swoimi problemami i szokującym odkryciem, a towarzyszy jej kapitan Thorne – człowiek o specyficznym podejściu do życia i właściciel statku kosmicznego nieszczególnie legalnego pochodzenia.

28 lutego 2018

Cinder, Marissa Meyer, czyli Kopciuszek po liftingu

Wiedźmowa głowologia, recenzje książek, fantastyka, Papierowy Księżyc

Są takie książki, których nie da się opisać. Nic, co da się o nich powiedzieć, nie brzmi dobrze. No bo wyobraźcie sobie, że opowiadacie znajomym, że ostatnio czytaliście nową wersję bajki o Kopciuszku. Akcja rozgrywa się w przyszłości, w Nowym Pekinie, a Kopciuszek jest cyborgiem i mechanikiem. Ma mechaniczną rękę, nogę i jakieś kabelki w mózgu, przez co niektórzy odbierają jej prawo do człowieczeństwa. Tło historii skupia się wokół epidemii nieuleczalnej choroby, która zabija ludzi na całej Ziemi. Osoba zarażona ma przed sobą raptem kilka dni życia. A do tego są jeszcze Księżycowi, czyli ludzie, którzy mieszkają na Księżycu i mają szczególne umiejętności, a ich królowa ma chrapkę na naszą planetę. Wierzcie mi, próbowałam opisywać Cinder Marissy Meyer na wiele sposobów i ani razu nie wyszło przekonująco. Większość osób patrzyło na mnie z miną wyrażającą tysiąc słów, spośród których najpopularniejsze byłoby: „Ty tak na serio?” albo „Co to za masakra?”. No cóż, trudno się z tym nie zgodzić, brzmi... dziwnie. A ta książka naprawdę ma w sobie to „coś”.

10 lutego 2018

Zmiana, Hugh Howey

Wiedźmowa głowologia, fantastyka, recenzje książek, wydawnictwo Papierowy Księżyc, trylogia Silos

UWAGA!!!
Zmiana to drugi tom trylogii Silos, więc w treści recenzji mogą pojawić się spoilery do pierwszego tomu! Czytasz na własną odpowiedzialność ;)


Zmiana to prequel do wydarzeń rozgrywających się w Silosie, w którym wyjaśnia się, co stało za katastrofą, która „zamknęła” ludzi w silosie. Sięgałam po tę część z przeświadczeniem, że wiem, czego się spodziewać. W końcu okładka jasno wskazywała kierunek rozwoju fabuły, przynajmniej tak mi się wydawało. I... No właśnie. Tylko mi się wydawało.

15 stycznia 2018

Silos, Hugh Howey

Wiedźmowa głowologia, recenzje książek, fantastyka, Papierowy Księżyc, Zmiana, Pył

Czasami trafiam na książki, które intrygują mnie samym blurbem i sprawiają, że koniecznie chcę poznać zawartą w nich historię. Lubię dostawać to, czego się spodziewałam, chociaż niespodzianki są równie przyjemne. A może nawet bardziej. Silos autorstwa Hugh Howeya zapowiadał się na ciekawą i dość niespotykaną powieść w klimacie postapokaliptycznym. Czy dostałam to, czego oczekiwałam? 

Z Ziemi, którą znamy, pozostały jedynie zgliszcza i pustkowia. Ludzie zamieszkują podziemny silos, ponieważ na powierzchni momentalnie zabiłoby ich toksyczne powietrze. Na 144 piętrach znajdują się mieszkania, maszynownie, żłobki, szpitale, pola hydroponiczne, pomieszczenia informatyczne – słowem wszystko, czego potrzeba do życia. A jeśli komuś to nie odpowiada, to zawsze może udać się na czyszczenie. Na zewnątrz. Nie wydaje się, by było zbyt wielu chętnych, tym bardziej początek powieści wzbudza konsternację, gdy stróż prawa Holston z nieprzymuszonej woli postanawia zostać czyścicielem. Prawdopodobnie odkrył to samo, co wcześniej jego żona. Ale co?

19 listopada 2017

Wieża, Daniel O'Malley [przedpremierowo]

Wiedźmowa głowologia, recenzje książek, fantastyka, urban fantasy, przedpremierowa recenzja, Papierowy Księżyc
Czy zdarza Wam się, że czytacie opis książki i myślicie: „Muszę ją przeczytać!”? Ja tak miałam w przypadku debiutanckiej Wieży autorstwa australijskiego pisarza Daniela O'Malleya. I muszę od razu powiedzieć – ależ to była przyjemność! Co prawda z gatunku guilty pleasure, bo powieść trochę kuleje u podstawy historii, ale cała reszta była tak smakowita, że bardzo szybko odrzuciłam od siebie wszelkie niewygodne myśli i po prostu z autentyczną przyjemnością wpadłam w wir wydarzeń. A tych w Wieży nie brakuje.

Zaczyna się od małego trzęsienia ziemi: kobieta budzi się w parku. Jest roztrzęsiona, poobijana, ale żywa – w przeciwieństwie do ewidentnie martwych ludzi w lateksowych rękawiczkach. Nie wie, kim jest, gdzie mieszka ani skąd się tu wzięła. Kiedy jednak wkłada rękę do kieszeni płaszcza, znajduje w nim dwa listy. Pierwszy zaczyna się słowami: „Twoje ciało należało niegdyś do mnie”. Dowiaduje się, że nazywa się Myfanwy Thomas i grozi jej niebezpieczeństwo. Z kolejnych listów (o tak, poprzednia Myfanwy Thomas była bardzo skrupulatna i zostawiła wiele listów) wynika, że jest Wieżą, czyli wysoko postawionym członkiem sekretnej organizacji o nazwie Checquy chroniącej ludzi przed nadnaturalnymi niebezpieczeństwami i że to właśnie ktoś z tej organizacji próbował ją zabić. I pewnie znowu spróbuje... Myfanwy musi szybko wdrożyć się w pracę swojej „poprzedniczki”, a do tego znaleźć zdrajcę, nikomu nie ujawniając swojej tajemnicy. Czy to w ogóle możliwe?

12 sierpnia 2017

Książę Cierni, Mark Lawrence

Szukałam jakiejś książki z porządnym imperium i w oczy rzuciła mi się trylogia Rozbite Imperium Marka Lawrence'a. Jako że kojarzyłam to nazwisko z dość pochlebnymi opiniami, postanowiłam sięgnąć po pierwszy tom, czyli Księcia Cierni

Jorg chce zemścić się za morderstwo matki i młodszego brata, więc przystaje do grupy dość nieprzyjemnych zakapiorów, z którymi pali wioski, rabuje, gwałci i morduje (kolejność z grubsza dowolna). Gdy w końcu na jaw wychodzi jego wysokie urodzenie, postanawia skonfrontować się z dawno niewidzianym ojcem – królem Ancrathu.

Stworzenie głównego bohatera antagonisty było bardzo ciekawym pomysłem i przyznaję, że jest to o tyle ryzykowne, co intrygujące posunięcie. Niestety postać Jorga jest nie do przełknięcia od pierwszych stron powieści. Chłopak ma raptem czternaście(!) lat, w niektórych fragmentach historii nawet dziesięć, a zachowuje się, jakby miał przynajmniej osiemnaście (nawet Martin tak nie odjechał z wiekiem dziecięcych bohaterów). Jest przy tym tak niesamowicie zdolny, że jakby od niechcenia zabija dorosłych facetów o gabarytach dwudrzwiowej szafy (pancernej). Jego bezwzględność, wieczny gniew (również na wpadanie w gniew) oraz przeświadczenie, że jest tak zły, że nawet potwory będą przed nim uciekać, są sztuczne, a na pewnym etapie zwyczajnie nudne. Nie kupuję go jako postaci.