26 stycznia 2018

Podsumowanie 2017 roku: najładniejsze okładki

Wiedźmowa głowologia, recenzje książek

Jeśli interesuje Was mój gust i chcielibyście ocenić mój zmysł estetyczny oraz zastanawiacie się, co ma z tym wszystkim wspólnego Rembrandt, to zapraszam do zapoznania się z ostatnim podsumowaniem 2017 roku, w którym chciałabym Wam pokazać najładniejsze okładki przeczytanych przeze mnie książek. To tak na wypadek, gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że w gruncie rzeczy jestem sroką okładkową ;)

Gotowi? To zaczynamy!
Kolejność przypadkowa!


Mechaniczny, Powstanie, Wyzwolenie, Ian Tregillis


Na pierwszy rzut oka nie wyglądają powalająco, ale jeśli przyjrzeć się drobiazgowości i dokładności wykonania obrazków, tła oraz wszystkich elementów dookoła, to muszę przyznać, że prezentują się doskonale. Największe wrażenie robi na mnie okładka Powstania. Nie dość, że ręka na tle zębatki świetnie się prezentuje, to jeszcze bardzo dobrze odzwierciedla tytuł i fabułę książki (pozostałe dwie zresztą też pasują).


7EW, Neal Stephenson


Uwielbiam minimalizm i sedno tej okładki. Książka zaczyna się od tego, że Księżyc się rozpada, więc te rysy na naszym naturalnym satelicie są kwintesencją fabuły. Na co dzień nie lubię obwolut, bo szybko się niszczą i utrudniają czytanie, jednak w tym przypadku nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej zabraknąć. Dlaczego? Pod nią kryje się całkowicie biała okładka, a w środku, w czarnym kole, zarys płodu dziecka. Co tu dużo mówić – genialne!


Szóstka Wron, Królestwo kanciarzy, Leigh Bardugo


Bardzo podobają mi się te elementy architektoniczne wpisane w tło (ba!, mogę określić, co to za budynki), które nagle wychodzą na pierwszy plan i doskonale komponują się z wronami na okładkach. Całość jest przedstawiona w ciekawej, przemawiającej do mnie kolorystyce, więc jeśli dodać do tego czarne krawędzie stron w Szóstce Wron (i czerwone, mniej atrakcyjne, w Królestwie kanciarzy), to okazuje się, że obok książek Bardugo nie sposób przejść obojętnie.



Dopóki nie zobaczyłam fizycznie obu okładek, byłam przekonana, że dużo bardziej podoba mi się Cesarz Ośmiu Wysp. Okładka ma w sobie coś niesamowitego. Podoba mi się to delikatne tło, „plamy” rozmazujące się przy nogach samuraja oraz nazwisku autorki i tytuł z tą kreską oddzielającą nazwę serii. No wszystko jest na swoim miejscu. Ale potem zobaczyłam Pana Ciemnego Lasu i przepadłam. Myślałam, że ta okładka jest zbyt czerwona, ale nie, nie jest. Wszystko doskonale ze sobą współgra, a karpie koi są genialnie wmontowane w koło przypominające księżyc w pełni. I wiecie co? Książka ma czarne krawędzie stron, co idealnie przełamuje kolorystykę (w Cesarzu krawędzie są czerwone).


Skrzydła nocy, Robert Silverberg


Nawet nie wiem, co napisać, poza tym, że ta okładka jest boska! Postać jest doskonale delikatna – dokładnie taka, jak przedstawiana w książce bohaterka. Rysunek jest oniryczny, a zarazem nie brakuje w nim naukowego akcentu, dzięki któremu łatwo rozpoznać, że to powieść science fiction. Poza tym podoba mi się spójność szaty graficznej Artefaktów i logo z inicjałami stworzone specjalnie dla każdego autora.


Blackout, Marc Elsberg


Majstersztyk. Po prostu. Książka jest o tym, że nagle w większości Europy ustają dostawy prądu i wszystko pogrąża się w ciemności. Idealnie czarna okładka z symbolem „power” wpisanym w „o” i lekka poświata dookoła liter doskonale odzwierciedlają fabułę. Poza tym minimalizm zawsze jest w cenie.


Hyperion, Dan Simmons


Pozornie w okładce do Hyperiona, nie ma niczego niezwykłego, ale już po przeczytaniu książki bardzo ją doceniłam. Jest niesamowicie klimatyczna i ma świetne kolory pasujące do fabuły. Siedem osób, siedem historii, siedem cieni Chyżwara. No i Chyżwar, który też prezentuje się niczego sobie.


Buntowniczka z pustyni, Alwyn Hamilton


Uważam, że to bardzo klimatyczna okładka – świetne kolory, ta „ramka” kojarząca się z Bliskim Wschodem, miasto znikające we mgle, gwiazdy, no i cień dziewczyny na koniu. Wygląda trochę jak kolejna baśń Szeherezady, prawda? I zaskakująco dobrze pasuje do fabuły powieści, co zawsze się chwali.


Chłopaki Anansiego, Neil Gaiman


Uwielbiam okładki nowych wydań książek Neila Gaimana! Gdy patrzy się na nie po raz pierwszy, to króluje chaos, ale przy dłuższym oglądaniu klaruje się zgrabny i spójny obraz. Fajnie, że imię i nazwisko autora zawsze jest pisane tą samą czcionką i umieszczane w tym samym miejscu okładki, bo to ładnie spaja poszczególne powieści. Podoba mi się też, że każda okładka skrywa detale idealnie pasujące do treści książki, a w tle znajdują się mapy lub, jak w tym przypadku, pajęczyna. No powiedzcie, czy ta afrykańska maska z odnóżami od razu nie kojarzy się z Anansim – afrykańskim bogiem pająkiem?


Mud vein. Ciemna strona, Tarryn Fisher


W tej okładce jest coś hipnotyzującego. To takie małe dzieło sztuki. Dość abstrakcyjnie użyte kolory składające się na obraz kobiety obwiniętej sznurem przemawiają do mnie i sprawiają, że mam ochotę wiedzieć, co kryje się wewnątrz powieści. Tak naprawdę to właśnie okładka przekonała mnie, żeby w końcu dać szansę Tarryn Fisher i w sumie jestem z tego powodu zadowolona (chociaż dalej nie mam ochoty czytać innych jej książek).


Kudłata nauka. Mądrość w świecie zwierząt, Liz Kalaugher, Matin Durrani


To ten typ okładki, który ocenia się zarówno wzrokiem, jak i dotykiem. Kartonowa faktura świetnie współgra z brązami, a fizyczne akcenty ukryte w rysunku niedźwiedzia to przejaw geniuszu. Po prostu nie mogę się napatrzeć na tę okładkę i przestać doceniać pomysłowości autora tej grafiki. Wszystkie elementy idealnie odzwierciedlają zawartość książki. Cudo!


Bonus, 

czyli okładki, które z różnych przyczyn zasługują na uwagę


Był sobie pies, W. Bruce Cameron


Nie przepadam za okładkami filmowymi, jednak ta jest wyjątkiem. Pies na tej okładce jest tak boski, że tylko ze względu na niego zdecydowałabym się przeczytać książkę. Przeurocza mordka i rozświetlone oczy sprawiają, że mam wrażenie, jakby pies się uśmiechał. I chociaż sama w sobie może nie ma tego „czegoś”, jak okładki wymienione powyżej, to deklasuje konkurencję w kategorii okładek filmowych. 


Straż nocna, Terry Pratchett


Okładki książek Pratchetta nie plasują się u mnie najwyżej w kategorii arcydzieł roku (chociaż zawsze po przeczytaniu lubię jeszcze raz przyjrzeć się okładce i wyłapać pasujące do fabuły detale), jednak po raz kolejny odkryłam dzieło sztuki, na którym wzorował się Paul Kidby i w tej sytuacji całość nabiera niesamowitego smaku. Obraz Rembrandta nazywa się, a jakże!, „Straż nocna” ;)

(Tak, ten mały wypłosz w pomiętym cylindrze pomiędzy mnichem z miotłą a strażnikami to młody Nobby Nobbs :D)



---

To są moje wizualne cudeńka i cieszę się, że część z nich mam w swojej domowej kolekcji. Zgadzacie się z moimi wyborami i te okładki również przypadły Wam do gustu, czy wręcz przeciwnie? I koniecznie dajcie znać, jakie okładki spośród książek, które sami przeczytaliście, najbardziej Wam się spodobały ;)

27 komentarzy:

  1. Wojny Alchemicznie w moim odczuciu wyglądają przeciętnie ALE grafiki mają bardzo, bardzo fajne :D A "Skrzydła nocy" są cudne, jak większość okładek od Dark Crayona <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o to mi chodzi - na pierwszy rzut oka w ogóle nie przykuwają uwagi i nie zachwycają, ale te drobiazgowe grafiki są świetne i w ostatecznym rozrachunku okładki wypadają bardzo dobrze.

      O tak! Dark Crayon robi MAG-owi świetną robotę. Chyba nie ma okładki jego autorstwa, która by nie zachwyciła.

      Usuń
    2. Mnie nie zachwyca tylko część Zastępów Anielskich :D No i okładki dla FS niekoniecznie są doskonałe generalnie.

      Usuń
    3. No ja miałam na myśli magowe okładki Dark Crayona, bo dla FS czy Prószyńskiego robi w zupełnie innym stylu ;) A anioły na koksie mają klimat, chociaż fakt - nie powalają aż tak bardzo jak inne jego prace :D

      Usuń
  2. Naprawdę świetne zestawienie książek i ich wizualnej kwestii :)

    https://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, cieszę się, że Ci się podoba ;)

      Usuń
  3. To wydanie "Hyperiona" ma najlepszego Chyżwara, jakiego widziałam, i bynajmniej nie dlatego, że w następnym wydaniu Chyżwar jest już Dzierzbą ;) Bardzo podoba mi się też wydanie dylogii Bardugo. I zgadzam się z tobą, że lepsze wrażenie robią czarne brzegi stron niż czerwone.Czerwień w tym wypadku jest zbyt przekombinowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Któraś z zagranicznych okładek ma świetnego Chyżwara, ale ten ma w sobie coś przykuwającego uwagę. Bardzo podobają mi się te cienie, które zajmują większość okładki, a i tak sprawiają, że wzrok wędruje w stronę Chyżwara.

      Książki Bardugo były czymś nowym i wcześniej niespotykanym i dlatego tak bardzo zwróciły uwagę. Myślę, że same okładki, mimo że ciekawe, nie wzbudziłyby aż takiego zainteresowania, gdyby nie te krawędzie. Poza tym ja bardzo długo nie wiedziałam, na co patrzę w Szóstce Wron :D

      Ktoś mi powiedział, że taką czerwienią kiedyś "ozdabiano" Biblie i od tego czasu to jest moje pierwsze skojarzenie, gdy widzę czerwone krawędzie okładek ;) Inna sprawa, że:
      1. Uwielbiam czarny (co widać nawet po wybranych okładkach).
      2. Ten czerwony na krawędziach ma dziwny odcień, gdyby był bardziej... czerwony (a nie sprany), to pewnie wyglądałby dużo lepiej.

      Co nie zmienia faktu, że farbowanie krawędzi jest genialnym pomysłem i sprawiło, że MAG znowu zdeklasował inne wydawnictwa.

      Usuń
  4. Kurczę, nic dodać nic ująć. Mi szczególnie do gustu przypadły okładki Wojen Alchemicznych i praktycznie wszystkie od Maga a zwłaszcza te od Dark Crayona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej chwili Dark Crayon robi chyba najlepsze, a przynajmniej najbardziej wyraziste okładki na rynku wydawniczym. Fajnie, że potrafią się tak znacząco od siebie różnić (jak np. książki Gaimana), a jednocześnie praktycznie zawsze da się określić, że to jego dzieło.

      W pierwszym odruchu Wojny Alchemiczne w ogóle mnie nie zachwyciły, ale gdy przyjrzałam się drobiazgowości grafik, to przepadłam ;)

      Usuń
  5. Ja też nie mogę się napatrzeć na okładkę "Kudłatej nauki" i lubię ją sobie co jakiś czas wyciągnąć z półki i pooglądać ;__

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet miałam pisać, że żałuję, że wyniosłam ją do "domowej biblioteczki", bo chętnie bym ją co jakiś czas pooglądała :D

      Usuń
  6. Ja jestem w pełni oczarowana wydaniem "Szóstki wron" i "Królestwa kanciarzy", pięknie wyglądają. Podobnie jest z całą serią Gaimana, nie mogę się doczekać aż "Dym i lustra" do mnie dotrą i będę mogła dołączyć je do kolekcji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie masz wrażenia, że gdyby nie miały zafarbowanych krawędzi, to nie wzbudzałyby aż takiego zachwytu? Ja bardzo długo nie wiedziałam, na co patrzę przy Szóstce Wron i zachwyciłam się dopiero, jak doszłam do tego, że to faktycznie wrona. Wcześniej widziałam budynki :P

      Dym i lustra ma świetne kolory. Myślę, że będzie świetnie pasować do reszty okładek z tej serii :D

      Usuń
  7. 70% okładek MAGA. Normalne. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a spodziewałbyś się czegoś innego? :D Przez chwilę bałam się, że będę miała okładki od MAGa i Kudłatą naukę, ale jak zaczęłam przeglądać, co przeczytałam, to na szczęście znalazłam jeszcze kilka innych okładek :D

      Usuń
    2. Hehe, ale z Maga to akurat naprawdę świetnie okładki. Z tych wszystkich,co wskazał, to dla mnie absolutnie nr 1 jest Hyperion, i ogólnie cała ta seria, którą właśnie mam. Bardzo podobają mi się artefaktowe książki tego cyklu, ale ten co mam jest dla mnie nie ruszalny. :)

      Usuń
  8. Wszystkie te okładki są śliczne. Bardzo mi się podoba angielskie wydanie Gaimana Oceanu na końcu drogi, nie wiem czy widziałaś :)
    Pozdrawiam!
    https://loony-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Nowe wydania Gaimana zawsze w cenie :) Co do Buntowniczki - widziałaś angielskie wydanie? Ta "ramka" wygląda zupełnie inaczej - niestety, jak zwykle znacznie lepiej niż w polskiej wersji...

    OdpowiedzUsuń
  10. Z wybranych przez ciebie okładek najbardziej podobają mi się "7EW" oraz "Black out". Bardzo lubię minimalistyczne oraz dosadne projekty na okładkach książek.

    Pozdrawiam
    Zazuul.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyznaję, że okładki książek Gaimana mnie zachwycają :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z Twojego wpisu najbardziej spodobały mi się "Skrzydła nocy" i "Chłopaki Anansiego". :)
    A z okładek książek przeczytanych w zeszłym roku (ale niekoniecznie wydanych, sama nie wiem, jakie były ich daty wydania)spodobały mi się:
    "Dygot" Jakuba Małeckiego, "Papugi z placu d'Arezzo" Erica Emmanuela Schmitta, "Łaska" Anny Kańtoch, "Szeptucha" Katarzyny Bereniki Miszczuk i "Motylek" Katarzyny Puzyńskiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Szóstka wron i Buntowniczka z pustyni zdecydowanie cudne, ale jeszcze dorzuciłabym Króla kier ��

    Pozdrawiam
    Bookwormpl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Genialny pomysł na post <3
    Z tych, które wybrałaś większość również mi się podoba, ale nie wszystkie.

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdynoc z krwistoczerwonymi krawiedziami stron! Poza tym okladka wykonczona jest matowo ale z blyszczacymi detalami, no i motyw sam w sobie fajny. Ksiazke tez moge polecic, chociaz autor przesadza troche z metaforami... Mimo to fajne czytadlo.
    https://2.bp.blogspot.com/-hacY9W9CuoU/WYMidjjl6FI/AAAAAAAAAU4/e4jHV_pWuIAHwGosszInBuyWtkAbTNbBQCLcBGAs/s1600/20170803_133840-02.jpeg

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystkie okładki mnie zachwycają, super post!
    My-stranger-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń