Z debiutami, a za taki uznaję książkę Katarzyny Wójcik Zanim zawieje wiatr, bywa różnie. Czasem okazują się strzałem w dziesiątkę, a innym razem to istna droga przez mękę. Osobiście lubię sięgać po takie książki, mimo że zdecydowanie częściej jestem rozczarowana niż zachwycona. Może to pewien rodzaj masochizmu, a może po prostu jednak siedzi we mnie mały optymistyczny chochlik i dźga starą pesymistkę pod żebra, prowokując do dania szansy komuś, kto dopiero zaczyna swoją pisarską karierę. Co prawda Katarzyna Wójcik ma już publikacje na swoim koncie, jednak to jest pierwsza pełnoprawna powieść jej autorstwa. Jak jej poszło? No cóż... Powiedziałabym, że szału nie ma.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Wójcik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Wójcik. Pokaż wszystkie posty
23 września 2018
Zanim zawieje wiatr, Katarzyna Wójcik
Z debiutami, a za taki uznaję książkę Katarzyny Wójcik Zanim zawieje wiatr, bywa różnie. Czasem okazują się strzałem w dziesiątkę, a innym razem to istna droga przez mękę. Osobiście lubię sięgać po takie książki, mimo że zdecydowanie częściej jestem rozczarowana niż zachwycona. Może to pewien rodzaj masochizmu, a może po prostu jednak siedzi we mnie mały optymistyczny chochlik i dźga starą pesymistkę pod żebra, prowokując do dania szansy komuś, kto dopiero zaczyna swoją pisarską karierę. Co prawda Katarzyna Wójcik ma już publikacje na swoim koncie, jednak to jest pierwsza pełnoprawna powieść jej autorstwa. Jak jej poszło? No cóż... Powiedziałabym, że szału nie ma.
10 sierpnia 2018
Czytelnicze podsumowanie miesiąca - lipiec 2018
Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale dla mnie lipiec był zdecydowanie zbyt gorący. Do tego przewinęło się kilka burz i zaliczyłam z Milem krótki wyjazd na obóz harcerski w Bieszczadach, gdzie było dużo błota i jeszcze więcej rąk do głaskania, więc pies był usatysfakcjonowany (bo setera zwyczajnie nie da się zagłaskać). Jak tylko ktoś przestawał wyrabiać swoją „pańszczyznę”, to Milo przesuwał się kawałek dalej, żeby udostępnić swoje rude jestestwo kolejnej osobie. I tak w kółko. A ja byłam przynajmniej tak samo zadowolona, bo po pierwsze okazało się, że pies na obozie harcerskim nie stanowi problemu, ba!, świetnie wkomponowuje się w harcerską atmosferę i nawet na apelu potrafi siedzieć jak trusia przy nodze, bo przecież tak trzeba. To dobrze rokuje na przyszły rok i potencjalnie dłuższy wyjazd. Po drugie świetnie się bawiłam i oficjalnie wróciłam do czynnej działalności harcerskiej, więc ten rok „szkolny” zapowiada się bardzo ciekawie. No i po trzecie, chociaż nie chodziłam po górach (bo nie chodzę po górach), to i tak nacieszyłam oczy pięknymi widokami, poodychałam świeżym powietrzem i bardzo miło spędziłam czas. Czego chcieć więcej?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

